MŚ w kolarstwie: Kwiatkowski i Majka będą w piekle

Inne
MŚ w kolarstwie: Kwiatkowski i Majka będą w piekle
PAP/EPA/DANIEL KOPATSCH

W niedzielnym wyścigu mistrzostw świata w Innsbrucku kolarze spotkają na najtrudniejszym odcinku "Piekło" nie tylko słynnego diabła, ale także lokalne czarty, nazywane Krampusami – opowiada pomysłodawca trasy Thomas Rohregger. W wyścigu elity barw Polski będą bronić m.in Michał Kwiatkowski i Rafał Majka. Rywalizację na trasie może obejrzeć milion kibiców!

Czy to pan wymyślił "Piekło"?

Thomas Rohregger: Zgadza się. Byłem zawodowym kolarzem, m.in. wygrałem wyścig Dookoła Austrii w 2008 roku i potrafię ocenić skalę trudności podjazdów. Po zakończeniu kariery studiowałem prawo i ekonomię. Komitet Organizacyjny zwrócił się do mnie: "Tomi, ty znasz najlepiej tutejsze trasy. Pomóż nam coś wybrać". UCI prosiła, by na wyścig elity mężczyzn zaproponować coś specjalnego. Wskazałem na "Piekło", a oni odpowiedzieli: "To jest to".

 

Często podjeżdżał pan pod tę górę?

W trakcie kariery mieszkałem w Innsbrucku, w połowie drogi na Hoell, gdzie nie jest tak stromo, zresztą w tym samym domu, co słynny norweski alpejczyk Aksel Lund Svindal. Często biegałem do "Piekła", ale nigdy nie wjeżdżałem na rowerze szosowym.

 

Czy ten podjazd był wykorzystywany w innych wyścigach?

Nigdy. To dziewiczy podjazd. Jeszcze niedawno obowiązywał tam zakaz jazdy na rowerze, z wyjątkiem osób tam mieszkających, które miały specjalne pozwolenie. Zakaz zniósł burmistrz Innsbrucku trzy miesiące temu.

 

Podjazd jest bardzo wąski. Czy kibice zostaną tam wpuszczeni?

Na cały odcinek można wpuścić 4-5 tys. osób, ale w to jest wliczona policja, wszystkie osoby zabezpieczające trasę. Kolarze muszą mieć miejsce, aby się ścigać.

 

Kibice będą również na najbardziej stromym, 28-procentowym odcinku?

Nie. Fani będą czekać na samej górze. Tam jest więcej miejsca, żeby usiąść, czegoś się napić. Na tym najwęższym i najbardziej stromym odcinku nie będzie kibiców. Bezpieczeństwo kolarzy jest najważniejsze.

 

Słyszałem, że mają tam być za to Krampusy, straszydła w futrach z diabolicznymi maskami. To prawda?

Tak. Ma tam być Tour-Teufel, czyli Didi Senft, słynny diabeł towarzyszący kolarzom na wszystkich najważniejszych wyścigach. Będą mu towarzyszyć nasze Krampusy. Co innego lepiej pasuje do piekła niż diabły? A diabły są zakorzenione w austriackiej tradycji, zwłaszcza piątego grudnia, w przeddzień Mikołajek, gdy Krampusy przychodzą karać niegrzeczne dzieci.

 

Będą straszyć kolarzy?

Zawodnicy bardziej przestraszą się dziwnego, półnagiego Borata albo innych agresywnych kibiców niż naszych diabłów...

 

Ilu kibiców może obejrzeć niedzielny wyścig? Czy są jakieś szacunki?

Obliczyliśmy, że podczas juniorskich wyścigów było 80 tys. osób. Jesteśmy bardzo zadowoleni. Chyba byliśmy cały rok bardzo grzeczni, bo pogodę mamy wspaniałą. Z każdym dniem przybywa kibiców, a najbardziej cieszy mnie to, że nie tylko cudzoziemcy, ale i Tyrolczycy żyją mistrzostwami. Wiem jak trudno ich zadowolić. Ile osób będzie w niedzielę, trudno powiedzieć. Według włoskiej prasy może przyjechać nawet milion fanów.

 

Czy to nie przesada?

Nie wiem, ale taka informacja pojawiła się w mediach.

jz, PAP

PolsatSport.pl w wersji na telefony z systemem Android i iOS!

Najnowsze informacje i wiadomości na bieżąco, gdziekolwiek jesteś.

Komentarze