- Czy Brazylijczycy czymś nas zaskoczyli? Może raczej nas przeskoczyli. Zagrali bardzo dobrze i należą się im gratulacje. Nie jest teraz łatwo po takim meczu jak nasz półfinał, kiedy bardzo chcesz wygrać, miałeś swoje szanse, ale nie wyszło - podsumował Ivovic.

 

Jak dodał, porażkę tym trudniej zaakceptować, że jego reprezentacja występ w trzeciej rundzie w Turynie zaczęła od efektownego i szybkiego zwycięstwa nad Włochami 3:0.

 

- Pierwszy mecz to była bomba. Nie wierzyliśmy, że jest możliwe, by tak zagrać. Ale to już historia. Teraz szybki odpoczynek i zobaczymy, co będzie jutro. Mamy trochę więcej czasu na regenerację niż drużyna, z którą się jutro zmierzymy. Nie jest to jednak dużo czasu. Zostało zaledwie jedno spotkanie. Dwie godziny i koniec, a za nami dwa miesiące przygotowań i godziny ciężkiej pracy - podkreślił.

 

Serbski przyjmujący w przeszłości bronił barw Asseco Resovii Rzeszów i ma wielu znajomych z Polski, także wśród zawodników. Być może zmierzy się z biało-czerwonymi w niedzielnym meczu o brąz. Stanie się tak, jeśli podopieczni Vitala Heynena przegrają w wieczornym spotkaniu z Amerykanami.

 

- Życzę Polakom powodzenia, ale dla mojego zespołu nie ma znaczenia, z kim przyjdzie nam jutro grać. Niezależnie od rywala po drugiej stronie siatki będziemy chcieli wygrać - zaznaczył.

 

Z broniącymi tytułu biało-czerwonymi Serbowie spotkali się już w trwającym czempionacie już dwa razy - w drugiej i trzeciej rundzie. Oba spotkania zakończyły się zwycięstwem ekipy Heynena 3:0.

 

- Rywale zagrali bardzo dobrze na zagrywce oraz w przyjęciu i ataku. Nie pamiętam takiej sytuacji, by w jednej imprezie trzy razy zmierzyć się z tym samym przeciwnikiem. Chyba nie powinno tak być, ale takie są zasady - skwitował Ivovic.