Po raz pierwszy mistrz KSW pochodzący spoza Polski bronił tytułu na własnym terenie. Jak się okazało, skutecznie!

 

Bedorf był mobilny od samego początku, starał się powtórzyć to, co zrobił Mariuszowi Pudzianowskiemu. Zaczął od niskich kopnięć, później wystrzelił na górę. De Fries to zablokował i sam przeszedł do ataku. Ładnie przeniósł walkę do parteru, od razu zdobywając plecy Polaka. W parterze rozdawał karty przez ponad trzy minuty, choć dwa razy Bedorf szukał poddania - raz skrętówką, raz kimurą. W końcówce Anglik podkręcił tempo, wyprowadzając znacznie więcej uderzeń.

 

W drugiej rundzie De Fries szybko obalił Bedorfa, łapiąc za jedną nogę. W parterze miał gigantyczną przewagę... Bedorf nie miał pomysłu na walkę z pleców, co wykorzystał Anglik. De Fries zaczął dobierać się do jego prawej ręki i w końcu znalazł to, czego szukał. Za pierwszym razem mu się nie udało, ale za drugim Polak odklepał amerikanę.