Pindera: Miller za duży i za silny dla Adamka

Sporty walki

Fety w Chicago nie było. Walka Tomasz Adamka z Jarrellem Millerem skończyła się w drugiej rundzie. Sędzia poddał naszego byłego mistrza świata.

Nie brakowało głosów, że Adamek na przekór logice pokona ważącego prawie 144 kg niepokonanego Amerykanina i będzie walczył o pas regularny organizacji WBA z Fresem Oquendo. Z informacji, które napływały z Chicago a wcześniej z Florydy, gdzie się przygotowywał do tego pojedynku wynikało, że jest w świetnej formie, jeszcze lepszej niż w kwietniu w Częstochowie, gdzie znokautował Joey’a Abella, rodaka Millera. Wyglądał bez zarzutu, jakby się czas zatrzymał, ale wieku nie oszukasz, w grudniu Adamek skończy 42 lata.

 

30-letni Miller ważył najwięcej w karierze i to też był jeden z argumentów, że może zlekceważył Polaka i niezbyt poważnie potraktował przygotowania. W listopadzie ubiegłego roku, przystępując do walki z Mariuszem Wachem był przecież lżejszy o całe 15 kg.

 

Wizja zwycięskiego Adamka była tak silna, że nie wsłuchiwano się w słowa Millera, który mówił, że szanuje byłego mistrza świata, ale znokautuje go najszybciej jak to będzie możliwe. A z Wachem, choć wygrał, nie czuł się dobrze, zbyt niska waga mu nie służy – powtarzał.

 

Nadzieja, że zje go presja, bo z Adamkiem nie miał prawa przegrać, też była iluzoryczna. Miller ma mocną psychikę, zadziwiającą jak na te gabaryty wydolność i szybkość, której mogliby mu pozazdrościć pięściarze kilkadziesiąt kilogramów lżejsi.

 

Adamek ważył 41 kg mniej, ale nie był szybszy, dynamika „Górala” też nie była receptą na boks prezentowany przez mieszkańca Brooklynu. „Big Baby” przypominał czołg najnowszej generacji, który zgniata wszystko co spotka na swojej drodze. A ponieważ Tomek nie miał żadnego solidnego ładunku wybuchowego, którym mógłby powstrzymać czołg z Brooklynu, był bez szans. Ciosy Adamka nie robiły żadnego wrażenia na Millerze, ale ter którymi trafiał „Big Baby” słychać było w Warszawie. W pierwszej rundzie jeszcze nic złego się nie stało, pojedynek był wyrównany, ale w drugiej amerykański czołg złamał zasieki i zgniótł byłego mistrza świata wagi półciężkiej i junior ciężkiej.

 

Trafił mnie mocno, gdzieś w okolice ucha – powie później Adamek i doda, że było to mocne uderzenie. O ciosach podbródkowych nie wspomina, a takie też były i też odegrały rolę. Adamek wylądował na deskach, ale wstał, lecz dobrze się stało, że sędzia ringowy zatrzymał pojedynek, czym zaoszczędził mu sporo zdrowia.

 

Miller, który od początku zapowiadał nokaut na Adamku, bo zależało mu na efektownej wygranej, która być może przybliży go do walki z Anthonym Joshuą, zachował się w stosunku do „Górala” bardzo elegancko. Nie tylko w ringu, gdy podszedł, uklęknął i uściskał na oczach kilkutysięcznej widowni, ale również wtedy, gdy przyszedł do jego hotelowego pokoju, podziękował raz jeszcze za walkę, a żonę Adamka, Dorotę, całując w rękę przeprosił za to co zrobił. Miał łzy w oczach, przed laty przecież razem z Adamem Kownackim, swoim przyjacielem, jeździli na walki Adamka do Prudential Center w Newark.

 

Co dalej z Adamkiem? Czy to już koniec pięknej, długiej kariery znaczonej zwycięstwami i nielicznymi porażkami?  On sam mówi, że nie zwykł przegrywać, więc chyba czas kończyć. Ale Mateusz Borek, jego promotor, mówi o  jeszcze jednej, pożegnalnej walce, wiosną przyszłego roku w Polsce. Decyzję zostawia jednak Adamkowi. I bez względu na to, jaką podejmie, trzeba ją uszanować.

 

W załączonym materiale wideo skrót walki Adamek - Miller.

Janusz Pindera, Polsat Sport

PolsatSport.pl w wersji na telefony z systemem Android i iOS!

Najnowsze informacje i wiadomości na bieżąco, gdziekolwiek jesteś.

Komentarze