Paweł Ślęzak: Jak pan się czuł przed wykonaniem tego rzutu karnego? To jest jednak doliczony czas gry i różne myśli krążą wówczas po głowie.

 

Arkadiusz Kasperkiewicz: Czułem się pewnie. Ostatnio na treningach było mi dane trenować rzuty karne i przed poprzednimi meczami również byłem do nich wyznaczony. Strzelić przeciwko ŁKS-owi w 90. minucie na remis, to naprawdę bardzo dobre uczucie.

 

Dla was to był wyjątkowy mecz, ponieważ pierwszy raz musieliście gonić wynik w tym sezonie na Limanowskiego. Musieliście w drugiej połowie nieco kombinować, aby doprowadzić do remisu.

 

Mamy do siebie pretensje, że źle weszliśmy w ten mecz. ŁKS dobrze zaczął, dobrze przeanalizował naszą grę. Z drugiej strony to my nie graliśmy tego, co chcieliśmy grać. Być może było zbyt mało agresji i pewności z naszej strony w pierwszej połowie. W drugiej ze względu na wynik ŁKS trochę się cofnął, co było też efektem naszej dobrej gry. To przyniosło bramkę akurat w 92. minucie. Mieliśmy swoje okazje, może nie były one stuprocentowe, ale było dużo wrzutek, zamieszania w polu karnym. Ta bramka mogła paść wcześniej, ale cieszymy się, że udało się uratować ten punkt. Pozostaje jednak niedosyt, bo walczymy o wyższe cele. ŁKS jednak pokazuje, że potrafi dobrze grać w piłkę.

 

Zdradzi pan kulisy tego co wydarzyło się po końcowym gwizdku?

 

Ja też dokładnie nie wiem co tam się wydarzyło. Jest remis, było delikatne zamieszanie. Obie drużyny zeszły do szatni. To nie jest nasza kwestia, aby rozpamiętywać co się działo po meczu.

 

Rozmowa z Arkadiuszem Kasperkiewiczem w załączonym materiale wideo.