Kowalski: Nie sprzedawajmy na siłę Żurkowskiego i Szymańskiego

Piłka nożna
Kowalski: Nie sprzedawajmy na siłę Żurkowskiego i Szymańskiego
fot. Cyfrasport

Szymon Żurkowski, chyba bezsprzecznie najlepszy obecnie zawodnik Ekstraklasy, powinien jak najprędzej wyjechać do zagranicznego klubu - nawołuje spora grupa ekspertów. Argument jest taki, że gracz młodzieżówki wszystkiego czego mógł się tutaj nauczyć, już się nauczył i pozostając w Górniku Zabrze może nabrać złych nawyków, zablokuje się i nigdy nie zostanie piłkarzem europejskiego formatu. Podobno także tutaj narażony jest w większym stopniu na brutalne faule. Zupełnie się z tym nie zgadzam.

Były trener młodzieżówek Marcin Dorna powiedział kiedyś z przekąsem, że wyjazd polskiego młodego gracza do zagranicznego klubu to pierwszy etap do jego powrotu. Można podać dziesiątki takich przykładów. Ale znajdziemy też inne. Choćby Grzegorz Krychowiak opuścił Polskę jako nastolatek i wciąż daje sobie radę. Wcześnie wyjeżdżali Kuba Błaszczykowski, Piotr Zieliński, Arkadiusz Milik. Każdy przypadek jest inny i na pewno nie można wrzucać zawodników do jednego wora. Może się zdarzyć, że się powiedzie i niemal natychmiast jakiś młokos z Polski wskoczy w buty piłkarza europejskiej klasy. Tyle, że stosować taki sposób działania jako rozwiązanie systemowe to jest dla polskiej piłki samobójstwo i to na różnych płaszczyznach. Nie może być tak, że każdy, kto parę razy dobrze kopnie piłkę musi natychmiast kończyć grę w polskiej lidze i ruszać zarabiać w euro.

 

Nie przekonuje mnie też argument, że to jest wolny rynek i każdy ma prawo grać gdzie chce i za ile chce. Dlaczego? Bo mamy do czynienia z bardzo młodymi ludźmi, którzy niekoniecznie są wysyłani zagranicę z myślą w pierwszej kolejności o ich korzyściach. Zarabiać chcą pośrednicy, agenci i przede wszystkim właściciele klubów, którzy nie potrafią znaleźć innych sposobów na łatanie dziur budżetowych. Owszem, taki Arkadiusz Reca czy Bartosz Kapustka bezsprzecznie poprawili sobie byt, zarabiają więcej i będą ciekawie opowiadać ile to nie skorzystali przyglądając się wielkiej piłce z boku. Tyle, że to nawijanie makaronu ma uszy. Korzyści z tego polska piłka nie ma żadnych. Ani reprezentacja, ani polska liga. No, bo gdzie są i jak zostały zainwestowane te pieniądze za nich skasowane? Zostały przejedzone i wydane na pensje dla zagranicznych przeciętniaków, którzy z kolei bardzo chcą tu grać.

 

Nie wspominając nawet o uszczerbku jakościowym, bo przecież oczywiste jest co się będzie dalej działo z "produktem", który jest systematycznie drenowany z najlepszych graczy przed rozegraniem choćby stu spotkań. Generalnie lepiej byłoby dla wszystkich, aby dobry gracz w Polsce jednak w miarę okrzepł, przygotował się solidnie do wyjazdu. Jak Robert Lewandowski, który zanim wyjechał został królem strzelców i razem z menedżerem odrzucił wiele ofert zanim wybrał tę z Dortmundu. Nie można wyjeżdżać byle jak, byle gdzie, byle szybko zarobić i dać zarobić wszystkim wokół, którzy stwarzają presję.

 

Jasne, że piłka to biznes, ale przecież biznes polega też na myśleniu, przewidywaniu, czekaniu na odpowiedni moment. Złość ogarnia czytając wywiad z Sebastianem Szymańskim, który tłumaczy, że chciałby jeszcze pograć w Legii, ale rozumie, że dla dobra klubu będzie najkorzystniej, jeśli szybko odejdzie. 19-latek, który rozegrał 41 spotkań, strzelił 5 goli i miał parę asyst...

 

Powstaje także pytanie, jak w takim razie chcemy zbudować siłę Ekstraklasy? Jak dostać się chociaż do fazy grupowej Ligi Europy, skoro o Lidze Mistrzów nawet nie ma już co marzyć?. Bo chyba nie "opylając" natychmiast wszystkich, którzy cokolwiek potrafią.

Cezary Kowalski, Polsat Sport

PolsatSport.pl w wersji na telefony z systemem Android i iOS!

Najnowsze informacje i wiadomości na bieżąco, gdziekolwiek jesteś.

Komentarze