Polscy skoczkowie są jeszcze lepiej przygotowani do tego sezonu niż do ubiegłego – mówi nam Apoloniusz Tajner, prezes Polskiego Związku Narciarskiego. Tajner w rozmowie z polsatsport.pl podkreśla, że tak optymistyczną opinię opiera również na analizach przekazanych mu przez trenera kadry Stefana Horngachera i jej dyrektora, Adama Małysza.

 

- Ich zdaniem – twierdzi Tajner, były trener naszej reprezentacji z czasów, gdy wygrywał Małysz - cała szósta naszych skoczków będzie prezentować poziom czołówki światowej.

 

Tajner idzie jeszcze dalej, po tym co widział w minioną niedzielę podczas mistrzostw Polski na igielicie i jest przekonany, że inauguracyjne konkursy Pucharu Świata w Wiśle (17-18 listopada) nasi skoczkowie rozpoczną mocnym uderzeniem. – Wszystko na to wskazuje: technika skoków, odległości, szybkości na progu. Te dane nie kłamią, oni po prostu są w bardzo wysokiej formie – przekonuje Tajner.

 

Prezes jest urodzonym optymistą, to fakt, ale na skokach się zna. Pamiętam jak podczas mistrzostw świata w Libercu w 2009 roku przekonywał mnie, że Kamil Stoch wkrótce będzie mistrzem świata. Nie wszyscy w to wierzyliśmy, ale Tajner był święcie przekonany, że to jedynie kwestia czasu. I tak się stało. Kilka lat później Stoch był już najlepszy na świecie, do tej pory zdobył trzy złote medale olimpijskie.

 

Apoloniusz Tajner teraz też jest przekonany, że Stoch dalej będzie wygrywał, a jego koledzy będą walczyć o medale. – On jest typowo zimowym skoczkiem i  niczego nie zmienią wyniki kończących ubiegły sezon mistrzostw Polski w Zakopanem, gdzie zajął trzecie miejsce za Dawidem Kubackim i Piotrem Żyłą.

 

Prezes chwali też Stefana Hulę, uspokaja tych, którzy martwią się o Maćka Kota (siódmy w Zakopanem), cieszy się z formy Jakuba Wolnego, który skacze coraz dalej. Skoczkowie są w lepszej dyspozycji niż rok temu o tej porze. Stefan Horngacher właściwie nie zrobił przerwy po minionym sezonie, co jest swoistym eksperymentem. Stąd ta forma, ale sezon trwa długo. Polacy mają wszystko co najlepsze, ludzi dbających o ich przygotowania, i sprzęt.

 

– Wyścig technologiczny trwa, ale nikt o tym głośno nie mówi. My też mamy niespodziankę, ale nie mogę zdradzić tajemnicy – mówi Tajner.

 

Cele w tym sezonie są wysokie, nic się w tej kwestii nie zmieniło. Polacy będą się bić o jak najlepsze miejsca w kolejnych konkursach Pucharu Świata, w klasyfikacji generalnej tego cyklu, jak również, co zrozumiałe, o medale mistrzostw świata, które na przełomie lutego i marca 2019 roku zostaną rozegrane w Seefeld.

 

Zdaniem Tajnera za wcześnie mówić kto będzie najgroźniejszym rywalem Polaków. Mocni powinni być Austriacy, bo gospodarze zawsze są uprzywilejowani skacząc na swoich skoczniach, ale nie mają lidera. Niemcy i Norwegowie też nie odpuszczą, znamy doskonale ich klasę, podobnie Słoweńcy, ale do mistrzostw jeszcze daleko, więc poczekajmy co przyniesie życie.

 

Na razie najważniejsze są konkursy w Wiśle. Kwalifikacje już 16 listopada, a tu ciepło, jak wiosną.

 

– Prognozy pogody nie są pomyślne, ale jak to z prognozami bywa, nie zawsze się sprawdzają – twierdzi Tajner. –

 

I od razu uspokaja tych, którzy boją się, że konkursy mogą zostać odwołane z powodu braku śniegu.

- Śnieg produkujemy cały czas. Ubytki są, bo jest ciepło, ale nie ma zagrożenia. W Szczyrku jest duży magazyn śniegu. Jak będzie problem, to zwieziemy go ciężarówkami. Ale mamy rezerwę i … spokój. Wystarczy że będą chłodniejsze noce i wszystko wróci do normy. Nie widzę powodów do niepokoju – Tajner odpowiada tym, którzy go odczuwają. I potwierdza, że wszystkie bilety sprzedały się na pniu. Na konkursy w Zakopanem też.