Magiera na poniedziałek: Anastasiemu wolno więcej?

Siatkówka

Kibice często narzekają, że w siatkarskim środowisku jest zbyt cukierkowato, że jest niewielu odważnych, którzy swoimi wypowiedziami wychodziliby poza przyjęty schemat, czy szablon. Oczywiście zdarzają się wyjątki, czasami komuś coś się tam wymsknie pod adresem rywala, czasami innych rzeczy, ale rzeczywiście zdarza się to raz na przysłowiowy „ruski rok”. Wyjątkiem jest trener Trefla Andrea Anastasi. Ten to potrafi puścić wiązkę. Czy wolno mu więcej?

Jednym z ludzi w naszej lidze, którzy umieją wokół siebie zrobić show jest bez wątpienia trener Trefla Gdańsk Andrea Anastasi. Od razu dodam, że moim zdaniem - bardzo dobry trener, co udowodnił nie raz, i nie dwa. Ostatnio o Anastasim było bardzo głośno, kiedy w niewybredny sposób zwymyślał sędziego sekretarza podczas meczu Trefla z Indykpolem AZS Olsztyn w Elblągu.

 

Zrobił to oczywiście w świetle jupiterów przy telewizyjnych kamerach, a że posługuje się na co dzień znanym ze swojej melodyjności językiem włoskim, to przekleństwa płynące z jego ust musiały być miodem na serce dla wszystkich tych, którzy uważają, że w naszej lidze jest za spokojnie.


Anastasi za swoje zachowanie nie otrzymał żadnej reprymendy, nie został też ukarany przez arbitrów, co natychmiast wychwycili inni... trenerzy. Od razu przypomniano podobne zdarzenie , kiedy to Jakub Bednaruk w poprzednim sezonie, w podobnej sytuacji, ukarany został kartką, co oznaczało stratę punktu dla zespołu, a w konsekwencji przegranie meczu. Jedyną różnicą w obu sytuacjach było to, że Bednaruk zaklął w języku polskim i to raczej zupełnie przypadkowo. Nie mam za to wątpliwości, że Andrea zrobił to z pełną premedytacją. 


Ktoś powie, że to Włoch, południowiec, taki typ, taki temperament. I oczywiście charakter, który cechuje niesamowitą, nieprawdopodobną wręcz chęć wygrywania, czasami można odnieść wrażenie, że za wszelką cenę.

 

Pewnie wielu kibiców przypomni sobie sytuacje z czasów, kiedy prowadził naszą reprezentację, choćby ten dziki okrzyk radości po zakwalifikowaniu się na igrzyska olimpijskie w Londynie, czy szał w jaki wpadł podczas towarzyskiej gry w czasie Memoriału Wagnera w Zielonej Górze, tuż przed wyjazdem na olimpijski turniej, gdy jeden z zawodników zagrał nie tak, jak sobie pan trener życzył. Anastasi z potężną siłą cisnął wtedy na podłogę trzymanego w ręce markera, który rozpadł się w drobny mak. Legenda głosi, że skuwki z tego flamastra nie znaleziono do dzisiaj, ale nie to jest istotą tej swego rodzaju przypominajki. 

 

Szczerze przyznam, że myślałem, iż po ostatnim występie Anastasiego też zrobi się głośno, przynajmniej tak samo, jak zrobiło się po tej awanturze w Elblągu. I nie chodzi mi tutaj o ostatnią porażkę Trefla w Jastrzębiu, tylko o wywiad, którego Andrea udzielił „Przeglądowi Sportowemu” kilka dni wcześniej.

 

Już w pierwszym zdaniu powiedział w nim, że celem jego drużyny na trwający właśnie sezon jest zajęcie miejsca w przedziale pomiędzy ósmym, a dwunastym. Dodał przy tym, że z dziesiątej lokaty będzie bardzo zadowolony. Nie ukrywam, że przeczytałem początek tego wywiadu kilka razy, bo wierzyć mi się nie chciało w to, co widzę i czytam.Znam wielu trenerów, często zdarza się, że co innego mówią w szatni, co innego w gabinecie prezesa, a jeszcze co innego do mediów. No, ale aż tak?

 

Doskonale pamiętam konferencję prasową po ostatnim meczu naszej reprezentacji na mistrzostwach Europy w Gdańsku, kiedy przegraliśmy z Bułgarią i odpadliśmy z turnieju. Pamiętam Anastasiego zbywającego dziennikarzy i zdziwionego faktem, że wszyscy obecni wówczas w tej salce byli rozgoryczeni. To właśnie tam padły znamienne słowa, że to sport, i że widocznie nie wszyscy obecni na konferencji to rozumieją.


Akurat rozumienie sportu wydaje się wyjątkowo proste, bo tu się raz wygrywa, raz przegrywa, to oczywiste. Natomiast istotą sportu - tego zawodowego - jest wygrywanie, poprawianie wyników, ustanawianie rekordów. Nie ma przyzwolenia na porażki, nie ma przyzwolenia na minimalizm.

 

Jak więc wytłumaczyć słowa Anastasiego? Argument, że włoski trener po prostu tak ocenił potencjał swojego zespołu jakoś do mnie nie dociera. Ciekawe czy dociera do kibiców Trefla? Do tych samych kibiców, którzy pamiętają, jak ich Trefl zdobywał Puchar Polski w Ergo Arenie, a trener Anastasi celebrował swoją radość skacząc po sędziowskim stoliku.

 

Nie wiem, ale gdybym był zagorzałym kibicem Trefla, to po przeczytaniu tych słów zareagowałbym chyba tak samo jak Anastasi w Elblągu.
Andrea, sarai davvero contento del decimo posto? 

Marek Magiera

PolsatSport.pl w wersji na telefony z systemem Android i iOS!

Najnowsze informacje i wiadomości na bieżąco, gdziekolwiek jesteś.

Komentarze