Tak, bo to My wygrywamy. Przeżywaliśmy zwycięstwa Adama Małysza, każdy inaczej, teraz przeżywamy je utożsamiając się z Kamilem Stochem, a „Orzeł z Wisły” pomaga już jako ekspert wyjaśniać nam, jak on to robi. Kiedyś wygrane Polaków w Pucharze Świata były czymś wyjątkowym, dopiero za sprawą Małysza mogliśmy cieszyć się częściej. Bywało, jak w serialu, że i co tydzień.

 

Kiedy kończył karierę, nie brakowało głosów, że wraz z jego odejściem na sportową emeryturę zakończy się też moda na skoki. Ale Stoch i jego koledzy zadali temu kłam. Stoch zdobył już trzy złote medale olimpijskie, wygrał mistrzostwa świata indywidualnie i drużynowo, dwukrotnie zdobył Kryształową Kulę.

 

Nazwiska Piotra Żyły, Dawida Kubackiego, Macieja Kota czy Stefana Huli znają już nie tylko kibice skoków. Pewnie niedługo dołączy do tego grona Jakub Wolny, który w minioną sobotę był w składzie polskiej drużyny, która wygrała inauguracyjny konkurs PŚ w Wiśle na skoczni im. Adama Małysza.

 

Bilety na oba konkursy rozeszły się błyskawicznie, Apoloniusz Tajner, prezes Polskiego Związku Narciarskiego mówi, że gdyby było ich kilka razy więcej, też by je sprzedano na pniu. Obawy o śnieg, a raczej o jego brak, szybko zostały rozwiane, bo jak mówił Tajner, gdyby był problem z pogodą, to zostanie przywieziony ze Szczyrku. I śnieg był.

 

Tradycyjnie też prezes kipiąc optymizmem zapowiadał sukces. I znów trafił. Polacy wygrali sobotni konkurs, a Stoch był najlepszym zawodnikiem, choć na treningach, w kwalifikacjach i serii próbnej nie prezentował się najlepiej. Ale prawdziwi mistrzowie mają to do siebie, że nie zawodzą. A Stoch jest takim mistrzem. Gdy pojawiły się drobne problemy, po krótszym skoku Dawida Kubackiego, on poleciał na tyle daleko, by Polacy wrócili na prowadzenie.

 

W niedzielnym konkursie już tak skuteczny nie był, choć  zajął czwarte miejsce, najwyższe z naszych skoczków. A to pozwala wierzyć, że nowy-stary serial znów będzie tej zimy pełen radosnych weekendów. Żyła był szósty, Kubacki ósmy, co dobrze wróży również drużynowym występom Polaków, a sobotni sukces to potwierdza.

 

Myślę, że ich forma będzie jeszcze rosnąć, Stefan Horngacher wie jak to robić, lepszego fachowca od Austriaka ze świecą szukać. Forma przyjdzie zapewne  na Turniej Czterech Skoczni i zostanie ze skoczkami na konkursy w Zakopanem i mistrzostwa świata w Seefeld, co już teraz mocno zaostrza nasze apetyty.

 

Takie seriale zawsze chętnie się ogląda i o nich dyskutuje. Gorzej, gdyby Stoch i spółka przegrywali, wtedy byśmy polskie skoki nerwowo uzdrawiali. Na szczęście nad ich jakością czuwa Horngacher i dyrektor sportowy Małysz, a prezes Tajner stara się im nie przeszkadzać.

 

Mając Kamila Stocha wszyscy możemy spać spokojnie, bo on nie lubi przegrywać. A my przecież najbardziej lubimy seriale w których Polak wygrywa.