- Na technikę kładł na treningach szczególny nacisk, była dla niego najważniejsza i według niego to ona w głównej mierze decydowała o wartości pięściarza. Mówił, że nie musisz być fizycznym tytanem, ale jeśli potrafisz skutecznie się bronić, a następnie zaskoczyć rywala celnym ciosem, jesteś dobrym bokserem - wspomina zmarłego Gmitruka 59-letni Zarenkiewicz.

 

Lubinianin dodał, że Gmitruk sporą wagę przykładał także do wytrzymałości, którą szlifował na zgrupowaniach kadry, a wzmacniające ją ćwiczenia opracowywał tak, by nie nużyły zawodników i by odznaczały się pomysłowością oraz oryginalnością. Dlatego, jak zaznaczył, "na obozach aż się chciało z nim pracować, bo do treningów nie wkradała się nuda i nadmierna rutyna".

 

- Poza tym pan Andrzej umiał szybko nawiązać kontakt z każdym z podopiecznych i wskazać na popełniane błędy w taki sposób, że chciało się jak najszybciej je wyrugować. Chociażby dlatego, by nie sprawiać mu przykrości - dodał.

 

Zarenkiewicz wskazuje na jeszcze inne cechy tego szkoleniowca.

 

- Był bardzo konkretny i sugestywny, co szczególnie sobie ceniłem w przerwach pomiędzy rundami. Szybko docierało do mnie, co robię źle i zapadało w pamięć. Często wspominam nasze kontakty w narożniku, zwłaszcza te podczas igrzysk w Seulu, gdzie trenerowi pomagał Antoni Zygmunt – podkreślił medalista igrzysk w 1988 roku.

 

Przypomniał, że po raz pierwszy zetknął się z Gmitrukiem przed mistrzostwami świata w Reno w 1986 roku, a potem walczył pod jego okiem na mistrzostwach Europy w Turynie (1987). W 1989 roku kadrę przejął Jerzy Rybicki.

 

Podkreślił, że zmarłego będzie bardzo brakowało. "Charakterystyczne, że obecnie kładzie się nacisk na pięściarstwo zawodowe. Boks amatorski, zwany olimpijskim, zanadto się oddalił, a przecież profesjonaliści wiele zawdzięczają trenerom, którzy uczą ich podstaw walki, a takim mistrzem był właśnie Andrzej Gmitruk – zakończył Zarenkiewicz.