PAP: Raków z dorobkiem 45 punktów zdecydowanie prowadzi w tabeli. Zbudowaliście sobie autostradę do ekstraklasy?

 

Marek Papszun: Coś w tym jest, statystyki mówią wszystko. Ale przed pierwszą kolejką nie byliśmy głównymi faworytami, bo optymizm trzeba budować na racjonalnych przesłankach. W ostatnich sezonach nie było drużyny, która zdominowałaby pierwszoligowe rozgrywki. Na jakiej podstawie mogliśmy sądzić, że to my będziemy takim zespołem? Cały czas wierzymy w swoją pracę, wyraźny progres notujemy z rundy na rundę, począwszy od drugiej ligi, ale nikt nie sądził, że będziemy punktować aż na taką skalę. Matematyka jest jednak nieubłagana, dziś nasza kapitalna zdobycz nie daje nam awansu, a jedynie pewne utrzymanie.

 

Rok temu o tej porze ani Zagłębie Sosnowiec ani Miedź Legnica, obecni ekstraklasowcy, nie byli na miejscach premiowanych awansem. Tyle, że Rakowa nie można z nimi porównywać.

 

Wierzę, że w maju 2019 roku znajdziemy się w krajowej elicie. Gdybym miał dziś typować, o promocję powalczą również: ŁKS Łódź, Sandecja Nowy Sącz, Stal Mielec i Podbeskidzie Bielsko-Biała.

 

Jakim zespołem dysponuje pan u schyłku 2018 roku?

 

Zdyscyplinowanym, konsekwentnym, ofensywnym, odpowiedzialnym, skutecznym w działaniach... Tych pozytywów mógłbym wymienić więcej. Na 22 mecze, łącznie z dwoma w Pucharze Polski, przegraliśmy tylko jeden na początku sezonu. Jednak oczywiście popełniamy też błędy, co zdarza się najlepszym na świecie. Chodzi o to, aby potrafić wychodzić z kłopotów, umieć naprawić te pomyłki. Po drugiej stronie jest przeciwnik, który też chce wygrać. Zwłaszcza teraz rywale są nie tyle zmotywowani na spotkania z Rakowem, co przemotywowani. Wszyscy zastanawiają się, kto wreszcie ogra częstochowian.

 

Może się okazać, że nastąpi to dopiero na wiosnę. W ostatniej tegorocznej kolejce zmierzycie się z będącą w kryzysie Odrą Opole, zaś w 1/8 finału Pucharu Polski z broniącymi się przed spadkiem do drugiej ligi Wigrami Suwałki.

 

Tak naprawdę nie wiemy, kto w tej chwili byłby dla nas najgroźniejszy, czy wicelider, a może ostatni zespół w tabeli. Znajdujemy się w bardzo dobrej dyspozycji, żadna drużyna nam niestraszna, jesteśmy w stanie ograć każdego zdecydowanie, ale nam też może przytrafić się słabszy dzień. Na korzystny wynik w meczu piłkarskim składa się wiele czynników, a na część z nich nie mamy wpływu, jak na przykład pogoda na przełomie listopada i grudnia. Boiska są w gorszym stanie, ciężko nam się grało ostatnio u siebie z Chojniczanką. Słabe murawy nie pomagają w naszej grze kombinacyjnej i ofensywnej.

 

W pierwszym losowaniu PP wylosowaliście mistrza Polski Legię Warszawa, a dopiero w powtórzonym Wigry. Szkoda, że tak się stało?

 

Trudno na to pytanie jednoznacznie odpowiedzieć. Jeżeli wygramy w Suwałkach, to będzie mi łatwiej odpowiedzieć, bo wtedy powiem, że dobrze się stało, ale jednak ewentualne wyeliminowanie Legii byłoby wydarzeniem. Może jeszcze nas los skojarzy.

 

Jak pan sobie radzi ze „strefą komfortu”, w której znalazł się Raków?

 

Przede wszystkim cały czas staramy się pracować tak samo. Dobre rezultaty sprawiają, że wzrasta pewność siebie, wiara w powodzenie. Wygrywamy i na tym bazujemy, ale zdajemy sobie sprawę, że bez powtarzalności w pracy nie pomoże i najlepsza atmosfera. Staramy się studzić emocje. Cieszy, że nawet w trudnych momentach potrafimy odciąć się od wyniku, a przecież zdarza się, że przegrywamy w jakimś meczu.

 

Pięć wygranych z rzędu i 17 spotkań bez porażki budzą podziw. W szatni musi być radośnie, ale z drugiej strony nikt nie uwierzy, że jest tylko kolorowo i nie macie żadnych bolączek?

 

Trzeba wziąć pod uwagę, że drużyna piłkarska składa się z armii ludzi. Nie wszyscy grają, więc nie są w pełni usatysfakcjonowani, a zadaniem sztabu jest sprawienie, aby wszyscy czuli się potrzebni. W tej rundzie każdy dostał szansę, niektórzy pewnie w mniejszym wymiarze czasu niż się spodziewali. Ale to są profesjonaliści i rozumieją sytuację. Rywalizacja jest uczciwa i sprawiedliwa.

 

Świetne wyniki przekładają się na pustki w skarbonce w częstochowskiej szatni? Piłkarze są na takiej fali, że nie spóźniają się, nie łamią ustalonych zasad i nie płacą kar regulaminowych?

 

To jest zdyscyplinowany zespół i jakiejś specjalnej różnicy nie zauważam w tym względzie za sprawą rewelacyjnych wyników. Kary są rzadkością i mówię właśnie o spóźnieniach na trening. Coś takiego może komuś zdarzyć się raz na kilka miesięcy, nie ma mowy w ogóle o nieobecności na zajęciach.

 

Otwarcie i głośno mówi pan, że nie lubi leni i kombinatorów. W pierwszej przerwie między sezonami pozbył się pan z klubu 20 zawodników. Dziś nie ma w Rakowie zawodników, którzy unikaliby ciężkiej pracy?

 

Jestem zdania, że jeśli czegoś od innych wymagamy, to jednak zacznijmy najpierw od siebie. Byłby problem, gdybym opowiadał o złych piłkarzach, a sam też nie był lepszy. Dlatego jeśli wymagam punktualności i pracowitości, to mam być przykładem dla zespołu. Do Rakowa też chcę, aby przychodzili zawodnicy kierujący się określonymi wartościami.

 

Jaki jest idealny gracz w pana układance?

 

Chcę żeby poświęcił się i pracował dla drużyny. Co z tego, że jest dobry czy bardzo dobry jeśli jego umiejętności nie będą przekładać się na zespół. Piłka nożna nie jestem sportem indywidualnym, należy potrafić działać w grupie. Praca i poświęcenie są dla mnie słowami-kluczami.

 

W Rakowie niewielu jest zawodników z bogatą ekstraklasową przeszłością. To pana świadomy wybór? Jest wiele przykładów piłkarzy, którzy grając w niższej lidze nie dają z siebie maksimum.

 

Zgadza się, mało u nas ligowców pełną gębą. A dla porównania, w Chojniczance mają w sumie grubo ponad 1000 meczów w ekstraklasie. Ale ja patrzę na to inaczej. Dam takim przykład, w jednym roku jedziemy na wakacje na Dominikanę, biała plaża, hotel 5-gwiazdkowy, raj. A w kolejne lato udajemy się, z całym szacunkiem do tego kraju, do Bułgarii, gdzie mamy do dyspozycji hotel z dwiema gwiazdkami, znacznie gorsze warunki itd. Zawodnik z ekstraklasy będzie cieszył się z możliwości pracy w pierwszej lidze, ale nie każdy... Dlatego tak istotny jest charakter piłkarza. Kapitalnym zawodnikiem jest 34-letni Piotrek Malinowski. Swoją pasją, ambicją, werwą mógłby obdzielić ze trzech młodszych chłopaków. Ale ilu i gdzie można znaleźć takich Piotrków Malinowskich?

 

Wszyscy wiedzą, że sportowo jesteście gotowi na ekstraklasę, a organizacyjnie?

 

Na pewno nie. Nie mamy stadionu, ale właściciel klubu robi co w jego mocy, inwestuje własne środki, abyśmy mogli rywalizować na swoim obiekcie. Klub gra dla kibiców, oni, czyli ta lokalna społeczność, utożsamiają się z Rakowem. Nie wyobrażam sobie grania poza Częstochową, jak w przypadku Sandecji, która występowała w roli gospodarza w Niecieczy i Mielcu. Zabranie fanom możliwości oglądania swego zespołu w swoim mieście to jak obiad bez deseru. Co to za posiłek?

 

W niedalekiej przeszłości selekcjoner Jerzy Brzęczek był trenerem Rakowa. Zdarza się mu zaglądać na stadion do Częstochowy? Pytam, bo w historii bywało tak, że piłkarze spoza ekstraklasy trafiali do reprezentacji.

 

Byłoby fajnie, ale chyba już minął czas na eksperymenty w drużynie narodowej. Trener Brzęczek był na meczu pucharowym z Lechem Poznań, który wygraliśmy 1:0, chwilę porozmawialiśmy, no i tyle.

 

Zmieni się kadra w trakcie zimowej przerwy?

 

Być może nieznacznie. Dzwonią menedżerowie, oferują swych piłkarzy, jednak posiadamy sprawdzoną kadrę i nie musimy na siłę dokonywać transferów. Poza tym zimą to nie takie proste. Priorytetem są dla nas Polacy, a o odpowiednich kandydatów ciężko w styczniu i lutym.

 

Gdzie będziecie szykować się do skróconej rundy wiosennej?

 

Jedziemy w sprawdzone miejsca do Jarocina i do Turcji. Na każdym kroku powtarzamy to, co było dobre.

 

W załączonym materiale wideo skrót meczu Raków Częstochowa - Chojniczanka Chojnice.