Adrian Brzozowski: Piętnaście lat od debiutu w PLS-ie. Czas leci. Pamiętasz swój debiut?

 

Mariusz Wlazły: To był mecz, którego się nie zapomina, tym bardziej, że on nie był udany (śmiech). Dało mi to wiele do myślenia i chyba szybko przestawiłem się na siatkówkę, która była dostępna tylko w telewizji i na meczach, na które się jeździło.

 

Czas leci. Dużo się zmieniło, zmieniła się siatkówka, liga, PGE Skra Bełchatów, a Mariusz Wlazły jak był, tak jest. Ile jeszcze?

 

Oby jak najdłużej, ale na wysokim poziomie, bo chciałbym grać na jak najlepszym dla siebie pułapie i nie schodzić z niego. Przede wszystkim to jest mój cel, że jeżeli nie będę mógł pomagać drużynie w walce o najwyższe cele, to to jest już dla mnie wtedy koniec i trzeba będzie spojrzeć sobie głęboko w oczy i podjąć decyzję o zakończeniu kariery. Na razie cieszę się, że jestem na tyle zdrowy, że mogę funkcjonować w takim klubie, z takimi zawodnikami. Oczywiście oni się zmieniali, a ja gdzieś tam pozostawałem, ale cieszę się, że przez te wszystkie lata mogłem poznać bardzo dużo fajnych ludzi, dzięki którym zdobywałem doświadczenie i rozwijałem się. Dziękuję też wszysktim trenerom, bo od każdego mogłem czerpać dużo wiedzy. Nie zawsze się dogadywaliśmy, ale współpracowaliśmy. Cieszę się, że przez ten okres miałem na swojej drodze życzliwych ludzi. To jest chyba takie podsumowanie tych piętnastu lat.

 

Były momenty wzruszeń, porażek. Pięknie byłoby uczcić ten jubileusz bardzo dobry wynikiem. Mistrzostwo Polski to jeden z tych punkcików na liście, ale Klubowe Mistrzostwo Świata to też był wasz cel. Marzyliście o czymś więcej.

 

Wiedzieliśmy, że na Klubowe Mistrzostwa Świata zjeżdżają się najlepsze drużyny na świecie, z najlepszymi zawodnikami. Wiedzieliśmy też, że jak nas złamią, to będzie bardzo ciężko nawiązać z nimi walkę. Te ostatnie nasze mecze też nie napawały optymizmem, ale myślę, że po tych grupowych spotkaniach możemy się cieszyć z naszej gry, bo zaczyna to dobrze wyglądać. Oczywiście jest dużo błędów do poprawienia, ale spokojnie - sezon jest długi. Mamy chwilę czasu wolnego. Chcieliśmy coś więcej ugrać, nie udało się, ale musimy o tym zapomnieć, bo za chwilę karuzela rusza dalej.

 

Cała rozmowa z Mariuszem Wlazłym w załączonym materiale wideo.