Warto próbować

 

Osiem pojedynków, w różnych kategoriach wiekowych od młodzików, przez kadetów, juniorów do seniorów. Ci, którzy dopiero zaczynają przygodę z boksem, i ci którzy mają już za sobą po kilkadziesiąt walk i spore doświadczenie międzynarodowe.

 

W narożniku gości najczęściej stał ich główny trener, Ben Lancaster, który przed laty prowadził reprezentację Anglii. Do Warszawy przywiózł dwóch wnuków, Leo i Richarda, tego pierwszego mogli obejrzeć widzowie Polsatu jak wygrywa w wadze do 40 kg z Adrianem Lewandowskim. Leo ma 13 lat i sporo talentu, ciekawe co z niego wyrośnie, pod okiem dziadka ma duże szanse na sukces.

 

Inna ciekawa rodzinna historia ma polskie korzenie. Jakub Straszewski reprezentował wprawdzie w tym meczu Manchester w kat. 80 kg i wygrał z Mateuszem Pyrzakowskim ostatni pojedynek tego meczu, ale to Polak mieszkający na Wyspach Brytyjskich, srebrny medalista tegorocznej Ogólnopolskiej Spartakiady Młodzieży. Kubie sekundował jego tata, Daniel Straszewski, przed laty ćwierćfinalista MŚ juniorów w Istambule, a jednym z sędziów punktowych tego meczu był dziadek Jakuba, Marian Straszewski.

 

Najważniejsze, że walczący z odwrotnej pozycji najmłodszy z rodu Straszewskich umie boksować. Podkreślaliśmy to komentując to spotkanie z Maćkiem Miszkiniem.

 

Ale mnie osobiście najbardziej podobał się młody chłopak z Radomiaka Radom, Paweł Brach, dwukrotny mistrz Polski juniorów. Sam Schofield, mistrz Anglii okręgu North West nie miał nic do powiedzenia, Ben Lancaster musiał rzucić ręcznik i poddać swojego zawodnika. A Jacka Schofielda w starciu z Damianem Szczepańskim, innym pięściarzem Radomiaka, musiał podać sędzia ringowy. 18-letni Szczepański, najlepszy zawodnik turnieju o Puchar Polski i zwycięzca kategorii 56 kg zdominował bowiem Anglika, wicemistrza North West, całkowicie. Sam jestem ciekaw, co z tych chłopaków, Bracha i Szczepańskiego, wyrośnie. Sławomir Żeromiński, ich trener, przed lat pięściarz warszawskiej Legii, kiedy trenerem wojskowego klubu był przedwcześnie zmarły Andrzej Gmitruk, nie krył dumy ze swych wychowanków. I wcale mu się nie dziwię.

 

Warto jeszcze podkreślić, że w przerwie meczu, pięknymi, mistrzowskimi pasami uhonorowano jedynych żyjących polskich mistrzów olimpijskich, Mariana Kasprzyka i Jerzego Rybickiego. Pierwszy z nich olimpijskie złoto zdobył w Tokio (1964) walcząc ze złamanym kciukiem, a drugi w Montrealu (1976) i jest ostatnim polskim pięściarzem, który tego dokonał.

 

Kto wie może choć jeden z tych, którzy walczyli w meczu Warszawa – Manchester pójdzie w ich ślady ?

 

Ten mecz przypomniał choć trochę stare czasy i wielkie mecze międzypaństwowe, bardzo popularne wiele lat temu. Amerykanie toczyli zacięte boje z drużynami zza Żelaznej Kurtyny, ZSRR i NRD, bili się z Kubą, która była politycznym wrogiem USA.

 

My w Polsce pasjonowaliśmy się meczami ze Związkiem Radzieckim, gdy Tadeusz Walasek wygrywał z Walerym Popienczenką (zdobywca Pucharu Barkera na igrzyskach w Tokio), a Zbigniew Pietrzykowski z Danem Poźniakiem. Biliśmy brawo Januszowi Gortatowi, gdy zwyciężał w starciu z Leonem Spinksem, późniejszym mistrzem olimpijskim, a na zawodowym ringu pogromcą Muhammada Alego.

 

Być może takie mecze też kiedyś wrócą, choć to mało prawdopodobne. Ale próbować zawsze warto, nawet w takim kształcie jak ten Warszawa – Manchester.