Haraslin: Mecz z Legią to tylko etap bardzo długie drogi

Piłka nożna
Haraslin: Mecz z Legią to tylko etap bardzo długie drogi
fot. Cyfrasport

Lukas Haraslin przekonuje, że wygrana liderującej Lechii na własnym stadionie w meczu na szczycie ekstraklasy z drugą Legią Warszawa niczego nie przesądzi. - Przed nami jeszcze 20 kolejek, zatem do zdobycia pozostało 60 punktów – przyznał piłkarz gdańskiej drużyny. W niedzielę o godz. 18 Lechia podejmie Legię i w przypadku zwycięstwa gospodarzy ich przewaga nad mistrzami Polski wzrośnie do ośmiu punktów.

- Ta różnica niczego jeszcze nie przesądzi. Spokojnie, za nami dopiero 17 kolejek, czyli do rozegrania zostało 20 spotkań, w których można zdobyć 60 punktów. Do wszystkiego trzeba podchodzić z umiarem i pokorą – powiedział Haraslin.

 

Haraslin nie ukrywa jednak, że konfrontacja ze stołecznym zespołem wywołuje u niego dreszczyk emocji.

 

- Takie mecze nie zdarzają się co tydzień, a ja lubię grać takie spotkania i lubię grać pod presją. Bardzo się cieszę na myśl o tej rywalizacji i nie mogę już doczekać się pierwszego gwizdka. Z całym szacunkiem dla innych zespołów, ale chciałbym takie spotkania jak z Legią rozgrywać jak najczęściej - zaznaczył.

 

Słowacki skrzydłowy zapewnia, że przygotowania do meczu z obrońcami tytuły były identyczne jak do poprzednich ligowych spotkań.

 

- Do każdego meczu podchodzimy tak samo i w każdym mamy swoje zadania do zrealizowania. Dlatego musimy odpowiednio przygotować się nie tylko pod względem fizycznym i taktycznym, ale także mentalnym – wyjaśnił.

 

Lechia gra w tym sezonie niezwykle skutecznie. Biało-zieloni odnieśli najwięcej, bo 11 zwycięstw, stracili też 17 bramek, czyli najmniej w lidze. Wygrali siedem ostatnich meczów, z czego dwa w Pucharze Polski, są także jedynym zespołem, który nie poniósł porażki na własnym stadionie. Trener Piotr Stokowiec podkreśla, że dla niego ważniejsza od efektownej gry jest jednak dyscyplina, dobra organizacja i konsekwencja.

 

- Drużyna, która gra pięknie, może być w środku tabeli, ale drużyna, która gra skutecznie, znajduje się na jej szczycie. Podoba mi się jak Lechia jest zbudowana, bo każdy z nas do tej budowli dokłada swój klocek i dlatego stanowimy monolit. Mamy też zawodników, którzy kiedy nie idzie, potrafią pociągnąć zespół. Tak jak w derbach. Nie szło nam, Arka miała sytuacje, ale był Flavio Paixao, który znalazł się tam gdzie trzeba i kiedy drużyna tego najbardziej potrzebowała, zdobył zwycięską bramkę – przypomniał.

 

W tym sezonie 22-letni zawodnik uznawany jest często za najlepszego skrzydłowego ekstraklasy. Na razie ma na koncie trzy gole i pięć asyst.

 

- Uważam, że są lepsi boczni pomocnicy ode mnie. Nie myślę jednak o tym, tylko koncentruję się na tym, aby jak najbardziej pomóc drużynie. Staram się okazywać rywalom szacunek i pokorę, bo trzeba mieć nogi na ziemi, a nie głowę w chmurach – skomentował.

 

Zawodnik gdańskiego klubu nie przejmuje się także różnymi informacjami o rzekomym zainteresowaniu jego osobą ze strony różnych klubów.

 

- Niczego sobie nie wkręcam. Chcę mieć czystą głowę, dlatego koncentruję się tylko na piłce, na treningach i meczach. Sprawy związane z transferem leżą w gestii mojego menedżera, dlatego też go mam. Do czerwca 2020 roku jestem zawodnikiem Lechii i nie chcę bawić się w spekulacje, czy mogę odejść albo gdzie mogę trafić. Będę rozmawiał wtedy, kiedy pojawią się oferty na stole. A konkretów na razie nie ma – zapewnił.

 

Reprezentant słowackiej młodzieżówki twierdzi, że na jego postawę w meczu z Legią nie będzie miała wpływu obecność na gdańskim stadionie skautów różnych klubów.

 

- Nie interesuje mnie nic, co znajduje się poza boiskiem. Nawet kiedy na meczu jest rodzina, to mam z nią kontakt tylko przed oraz po spotkaniu i w ogóle nie myślę, że moi najbliżsi siedzą na trybunach. Poza tym w każdej lidze można się rozwijać i robić systematyczny postęp. Polska ekstraklasa idzie do góry i nie jest taka łatwa jak wtedy, kiedy pojawiłem się w Lechii. Gra się w niej coraz bardziej agresywnie, ale także ofensywniej – skomentował.

 

Ze względu na swój styl, a Haraslin jest szybki i dynamiczny, narażony często bywa na bezpardonowe ataki rywali. W meczu z Jagiellonią Białystok faulowany był siedem razy i po takich zagraniach piłkarze z Białegostoku otrzymali cztery żółte kartki. Według opinii wielu osób Martin Pospisil powinien jednak zobaczyć nie żółty, a czerwony kartonik.

 

- Chcę pomagać drużynie, a faule na mnie to jeden z takich sposobów, bo rywale łapią kartki, a my mamy rzuty wolne, a nawet karne. Nie wiem co prawda, jakie Jagiellonia przyjęła w szatni zasady, ale po spotkaniu przez pół godziny siedziałem od stóp po biodra w lodzie. Po żadnym meczu nie byłem tak obity jak wtedy – podsumował Haraslin.

PAP, WŁ

PolsatSport.pl w wersji na telefony z systemem Android i iOS!

Najnowsze informacje i wiadomości na bieżąco, gdziekolwiek jesteś.

Komentarze