W Turynie miał się odbyć mityng, którego organizatorzy planują stworzenie Międzynarodowej Ligi Pływackiej (ISL), mającej funkcjonować niezależnie od FINA. Zawody nie doszły do skutku, bo światowa federacja groziła dyskwalifikacjami uczestniczącym w niej zawodnikom. - ISL traktuje pływaków poważnie, w przeciwieństwie do FINA. Zawsze dążyłam do tego, aby zawodnicy byli partnerami dla władz, a nie tylko kukiełkami - napisała Hosszu w oświadczeniu.

 

Oprócz utytułowanej Węgierki, za pozwem stoi dwóch Amerykanów - mistrz olimpijski z Rio de Janeiro w sztafecie 4x100 m stylem zmiennym Tom Shields oraz mistrz świata na krótkim basenie sprzed dwóch lat 19-letni Michael Andrew.

 

Reprezentujący zawodników pełnomocnicy argumentują, że "powstanie komercyjnej ligi finansowo wynagrodzi zawodnikom trudy treningu". Zbyt niskie nagrody budzą niezadowolenie pływaków już od lat. Prawnicy wyliczyli, że przychody FINA w latach 2016-17 wyniosły 118 mln dolarów, a na nagrody przeznaczono tylko 12,5 proc.

 

Oddzielony pozew złożyli także organizatorzy ISL. FINA domagała się od nich 50 mln dolarów płatnych w trakcie 10 lat za wydanie zgody na funkcjonowanie ligi.