Wojciech Szczęsny mógł już w 30. minucie zapisać się w kronikach Ligi Mistrzów. Bo obronić  karnego w tych rozgrywkach to zawsze jest coś. Był blisko. Bramkarz reprezentacji Polski rzucił się w swoją lewą stronę przy strzale francuskiego napastnika gospodarzy Guillaume Hoarau. Dotknął piłki, która jeszcze musnęła słupek , ale niestety, wpadła do siatki.

 

Jedenastka została podyktowana po dość kuriozalnej sytuacji i faulu Alexa Sandro na Nicolasie Ngamaleu. Pochodzący z Brazylii obrońca Juve pojawił się na boisku zaledwie siedem minut wcześniej, zmieniając Kolumbijczyka Juana Cuadrado. Sytuacja nie wydawała się groźna. Sandro zaplątał się we własne nogi, przewracając przy okazji Ngamaleu.

 

Mistrzowie Szwajcarii prowadzili  więc 1:0, ale dla tych, którzy uważnie śledzili tegoroczne rozgrywki Ligi Mistrzów nie była to aż tak wielka sensacja. Young Boys Berno na własnym, dodajmy pokrytym sztuczną murawą boisku, sprawiali już wcześniej kłopoty zarówno Manchesterowi United, jak Valencii.  Mówił zresztą o tym w przedmeczowym wywiadzie dla tuttosport.com Wojciech Szczęsny, który w swoim stylu, dowcipnie odniósł się do faktu, że mecz odbywał się na syntetycznej nawierzchni.

 

- Mecze w Lidze Mistrzów mogę grać nawet na piasku – stwierdził odpowiadając na pytanie, czy przeszkadzać mu będzie sztuczna trawa.

 

Nie przeszkadzała, ale do czasu.  W 62 minucie, po dośrodkowaniu z prawej strony boiska, na wprost polskiego bramkarza wyrósł Christian Fassnacht. Jego strzał głową mógł zakończyć się bramką. Interwencja Polaka była jednak bardzo pewna.

 

Pięć minut później sztuczna murawa w końcu dała się jednak we znaki Szczęsnemu. Szybką kontrę Young Boys, strzałem z ok. 17 metrów, zakończył zdobywca pierwszego gola – Hoarau. Piłka skozłowała, nabrała szybkości. Szczęsny jej nie dosięgnął, ale pretensji do Polaka mieć nie można.

 

Było 2:0 na tablicy i -3 na termometrze. Temperatura na boisku zaczęła jednak rosnąć. Zwłaszcza od 79 minuty i przepięknego gola Paulo Dybali (asysta Cristiano Ronaldo). Argentyńczyk huknął z 18 metrów nie do obrony. To jego piąty gol w tej edycji Ligi Mistrzów. Wcześniej 25-letni napastnik dał Juve bardzo ważne zwycięstwo nad Manchesterem (1:0) i triumf w pierwszym meczu z Young Boys (3:0 - wszystkie bramki Dybali). 

 

Juventus cisnął do końca. Gospodarze skupili się na obronie. Ten mecz był dla nich pożegnaniem nie tylko z Ligą Mistrzów, ale też z europejskimi rozgrywkami. Już wcześniej było wiadomo, że w Lidze Europy zagra trzecia w tabeli Valencia (w ostatniej kolejce pokonała 2:1 pewny awansu Manchester United). Berneńczycy zamykali tabelę, mając na koncie cztery porażki i jeden remis. 

 

Dybala zdobył wprawdzie drugą bramkę w 90 minucie (jeszcze piękniejszy strzał spoza pola karnego). Na spalonym stał jednak... Cristiano Ronaldo, który tę fazę Ligi Mistrzów kończy z zaledwie jednym trafieniem. To był dla niego kolejny, koszmarny mecz. Juventus przegrał drugie spotkanie w tej fazie, ale zakończył rywalizację na pierwszym w grupie H. 

 

Mistrzowie Szwajcarii potwierdzili zaś, to, o czym mówił Wojciech Szczęsny. Na własnym boisku byli naprawdę trudnym rywalem dla każdej ekipy. I za to dostali nagrodę w ostatnim meczu, który wygrali 2:1. 

 

Young Boys Berno - Juventus FC 2:1 (1:0). Bramki: Guillaume Hoarau (30 z karnego, 68) - Paulo Dybala (80).

 

Young Boys: Wolfli - Mbabu, Camara, Benito, Garcia - Sow (90. Wuthrich), Lauper, Aebischer - Ngamaleu (85. Schick), Hoarau, Fassnacht (80. Bertone).

 

Juventus: Szczęsny - De Sciglio (72. Paulo Dybala), Rugani, Bonucci, Cuadrado (23. Alex Sandro) - Costa, Bentancour, Pjanić (65. Can), Bernardeschi - Mandzukić, C. Ronaldo.