Wielkie transfery, wielkie nazwiska, wielki sponsor. Stocznia miała być projektem perfekcyjnym. Budowanie tej potężnej maszyny wzbudzało jednak wiele wątpliwości. Jak się okazało uzasadnionych.

 

Na jaw wyszły ogromne kłopoty finansowe klubu. Gwiazdy światowego formatu wytrzymały długo, lecz w końcu powiedzały "basta". Pierwszy z drużyną pożegnał się Bartosz Kurek. W jego ślady poszli najpierw Aleksander Maziarz, Nicholas Hoag i Lukas Tichacek, a następnie Matej Kazijski oraz Asparuh Asparuhov. Z tą trudną decyzją do ostatnich chwil czekali Łukasz Żygadło, Nicolas Rossard i Nikołaj Penczew.

 

Wydawało się, że to koniec Stoczni. Prezes miał wywiesić już na maszcie białą flagę, lecz pomocną dłoń wyciągnął zarząd ligi. Pozostałe zespoły z PlusLigi miały wspomóc szczeciński klub wypożyczając mu zawodników, którzy nie mieli zbyt wielu szans na grę. Nadzieja okazała się bezpodstawna.

 

W środę komentator Polsatu Sport Jerzy Mielewski poinformował za pośrednictwem Twittera, że to najprawdopodobniej koniec Stoczni.

 

"Zawodnicy którzy mieli uzupełnić skład Stoczni wracają do domów. Najprawdopodobniej jutro nastąpi zakończenie projektu” - napisał