Bomba Whyte!

 

W każdej kategorii wagowej jeden dobrze trafiony cios może zmienić obraz walki, ale w wadze ciężkiej, taki cios - nazywany po tej stronie oceanu wyrównywaczem - walk nie zmienia, tylko je kończy. Boleśnie przekonał się o tym Dereck Chisora, który przez prawie jedenaście rund toczył jedną z najlepszych walk w karierze. Prowadził u dwóch sędziów na punkty, wywierał presję na faworyzowanym Whyte, ale jeden moment nieuwagi, zmęczenie i...było po walce. - Trafiłem i już w momencie uderzenia wiedziałem, że jest po walce. Po takich ciosach się nie wstaje - powiedział Whyte, jeden z głównych kandydatów by spotkać się w kwietniu 2019 roku z niepokonanym mistrzem świata WBA/IBF/WBO Anthony Joshuą.

 

Whyte bardzo chciał, żeby obecny na walce Joshua oficjalnie zapowiedział ich pojedynek, ale mistrz tego nie zrobił. - Jak się nie dogadamy z Deontayem Wilderem, to jesteś głównym kandydatem. Nic więcej ci nie powiem - mówił przed kamerami Joshua. Whyte więcej nie chciał słuchać, demonstracyjnie schodząc z ringu. Atmosfera jak widać już teraz, pięć miesięcy przed walką, jest ładnie podgrzewana...

 

"Arab" na fali

 

Jak dobry jest Robert Parzęczewski? 25-latek był już przed walką z Dariuszem Sękiem w pierwszej piątce rankingu WBO, ale jak sam mówił, niespecjalnie przykłada do tego wagę. Po spektakularnej wygranej z Sękiem, pięściarzem, który wie coś na temat walk z dobrymi rywalami, akcje, także międzynarodowe, Polaka na pewno pójdą w górę. Kategoria półciężka to jedna z najlepiej obsadzonych kategorii wagowych na świecie, ale Robert może walczyć także w niższej kategorii wagowej. - On nie musi robić wagi, zbijać kilogramów, na ważenie w półciężkiej wchodzi po obiedzie. Jak dobry może być w super średniej, z tą szybkością i siłą ciosu? Może się wkrótce przekonamy - mówi współpromujący Parzęczewskiego Mateusz Borek. "Arab" wie, że na klasę klasę światową trzeba jeszcze popracować, chce pojedynku o mistrzostwo Europy. Czy 2019 rok będzie przełomowy dla kariery Parzęczewskiego także poza Polską?

 

Skandal w NYC

 

"Za każdym razem, kiedy boks robi krok do przodu, robi przy okazji trzy kroki wstecz" - tak napisał jeden z moich kolegów po piórze komentując wydarzenia z gali FOX w Barclays Center w Nowym Jorku. Bliźniacy Jermall i Jermell Charlo mieli pokazać swoją siłę jako pięściarze Premier Boxing Champions, w spektakularny sposób obronić mistrzowskie tytuły... ale takie były tylko plany. Jermell robił co mógł, wydawało się chyba wszystkim obecnym na sali, że wygrał z Tony Harrison, ale... sędziom wydawało się inaczej, przyznając jednogłośnie zwycięstwo Harrisonowi. Szok przed kamerami przeżyli także komentujący walkę z Barclays Center były mistrz świata wagi ciężkiej Lennox Lewis i trenujący Andrzeja Fonfarę Joe Goossen, nazywając decyzję "niezrozumiałą i niewytłumaczalną".

 

W mistrzowskiej walce Jermalla Charlo z Matem Korobowem skandal polegał na czymś innym. Walka z Rosjaninem była dla wyraźnie wstrząśniętego porażką brata Jermalla znacznie trudniejsza niż się spodziewano. Przewagę wystarczającą do nieznacznej wygranej podopieczny trenera Ronniego Shieldsa osiągnął dopiero w końcowych trzech rundach, ale ponownie nie wszyscy widzieli taką samą walkę. Larry Hazard Jr punktował zwycięstwo Charlo w aż 11 z 12 rundach, stając się natychmiast obiektem brutalnej krytyki. "Natychmiastowe zawieszenie w prawach sędziego!", "Zabrać mu licencję!" - to tylko nadające się do zacytowania komentarze. To nowych kibiców, podczas jednej z najlepiej oglądanych w USA (1,9 mln widzów) gali od lat, na pewno nie doda.