Marta Ćwiertniewicz: Która to twoja Gala Mistrzów Sportu?

 

Paulina Chylewska: Próbowałam to policzyć. Pierwszą galę poprowadziłam w 2005 roku, czyli tę która nagradzała najlepszego sportowca za 2004 rok. Od tamtego czasu opuściłam tylko jedną Galę i Bal Mistrzów Sportu. Byłam absolutnie usprawiedliwiona, bo w październiku urodziłam córkę i pójście na bal w styczniu byłoby hardkorowym posunięciem. Nie wszystkie gale prowadziłam. Niektóre oglądałam z perspektywy widowni, a później bawiłam się na balu.

 

Jesteś bardzo doświadczona w prowadzeniu tego typu imprez. Za każdym razem stresujesz się tak samo, czy znalazłaś receptę, jak sobie z tym poradzić?

 

Zawsze się stresuję i to bardzo. Finałową dziesiątkę znamy w piątek popołudniu, ale do samego końca nie znamy kolejności. Ona zmienia się jeszcze w trakcie gali. Zawsze są nerwy związane z tym, czy na pewno będziemy wiedzieli dokładnie, kto zajmuje które miejsce, czy wszystkie głosy zostaną policzone na czas. Nad wszystkim czuwa audytor. Nie ma więc możliwości, aby pojawiła się sytuacja, w której nie wiemy co się dzieje. Stres jednak zawsze jest. Podczas Gali Mistrzów Sportu wystawiamy się na widok publiczny wszystkich tych, o których przez cały rok opowiadamy. O większości mówimy dobrze, bo to Gala Mistrzów Sportu i są na niej najlepsi. O innych mówimy troszkę gorzej. To jest taki moment, kiedy musimy się skonfrontować, spojrzeć na siebie nawzajem. Najczęściej jest miło.

 

Jak wyglądają twoje przygotowania do takiej gali?

 

Po pierwsze przygotowujemy się merytorycznie. Cała dwudziestka nominowanych to już potencjał, by przygotowywać się do gali. Jeśli 22 listopada ogłosiliśmy, kto się w niej znalazł to wiem, że na temat każdego z tych sportowców muszę wiedzieć, jakie są jego osiągnięcia i co zrobił w ostatnim roku. Być może są jakieś anegdoty, sytuacje i ciekawostki, które mogą nam się przydać. Potem zaczyna się praca nad scenariuszem, czyli nad tym, jak to dokładnie wygląda, kogo kiedy zapowiadamy, kim są wręczający statuetki. Na dwa tygodnie przed galą rozpoczyna się praca typowo redakcyjna związana już z samym wydarzeniem.

 

W poprzednim roku scenariusz miał ponad sto punktów. Jak opanować tak duży materiał?

 

To, że on miał sto punktów, to jedna rzecz. Druga, to że wydarzały się różne niespodziewane rzeczy. Nagle okazało się, że dziesiątka, którą mieliśmy w piątek popołudniu nijak ma się do tej, która będzie w sobotę ogłaszana. Kotłowało się do ostatniej chwili, więc trzeba było zamieniać punkty. Reżyser, który był z tyłu sceny mówił nam na ucho "teraz ten, a teraz tamten". Opanowanie tego nie jest aż tak trudne. Gala jest w dwóch częściach, więc można to podzielić.

 

Mówiąc o Balu Mistrzów Sportu ciężko nie wspomnieć o tradycyjnej jajecznicy. Udało ci się kiedyś dotrwać do tego momentu?

 

Udało mi się raz, albo dwa. Było to wtedy, kiedy nie prowadziłam. Gdy przewodniczyłam imprezie to około godziny pierwszej byłam bardzo zmęczona.

 

Cała rozmowa w załączonym materiale wideo.