Małysz: Kobayashiego mogą powstrzymać tylko... organizatorzy

Zimowe

Czy wygrywającego konkurs za konkursem Ryoyu Kobayashiego można pokonać czy też losy Turnieju Czterech Skoczni są już właściwie rozstrzygnięte? Adam Małysz nie ma wątpliwości. Japończyka mogliby powstrzymać tylko organizatorzy do spółki z sędziami choć i im nie byłoby łatwo...

Reporter Polsat News Łukasz Dubaniewicz z byłym znakomitym skoczkiem rozmawiał w Innsbrucku, tuż po zakończeniu kwalifikacji do trzeciego konkursu Turnieju Czterech Skoczni. Najlepszy z Polaków Dawid Kubacki uzyskał 121 metrów i zajął siódme miejsce; na 24. pozycji został sklasyfikowany Kamil Stoch (114 m), na 28. Jakub Wolny (115 m), na 31. Piotr Żyła (115,5 m), a 34. był Stefan Hula (115,5 m).

 

- Jeśli mamy co najmniej trzech zawodników regularnie meldujących się w pierwszej dziesiątce zawodów Pucharu Świata, to takie kwalifikacje pewnie wywołują jakiś niedosyt u kibiców, ale patrzmy na to spokojnie. Przede wszystkim dlatego, że to są właśnie tylko kwalifikacje - uspokajał Małysz. - Najważniejszy jest konkurs, a w Turnieju Czterech Skoczni często jest tak, że ci, którzy skaczą nieco wcześniej mają więcej szczęścia niż ci skaczący na samym końcu - dodał były triumfator Turnieju Czterech Skoczni, obecnie pracujący w Polskim Związku Narciarskim.

 

Małysz odniósł się to też do postawy liderów trwającej edycji prestiżowego turnieju: Ryoyu Kobayashiego i Markusa Eisenbichlera. - Markusa można pokonać, ale z Kobayashim będzie bardzo trudno wygrać komukolwiek - ocenił. - Japończyk nawet jeśli popełni błąd, jak w kwalifikacjach w Innsbrucku, to i tak odlatuje rywalom. Bo jak się jest w takiej formie to nic nie przeszkadza - podkreślił Małysz i dodał przewrotnie. - Kobayashiemu mogłyby ewentualnie zaszkodzić problemy z lądowaniem po zbyt... długim skoku. Ale to już zależy od organizatorów i jury, bo to de facto oni decydują, jak daleko można latać. Ale myślę, że Kobayashiego nie da się wybić z rytmu. Widać że jest bardzo mocny i fizycznie, i psychicznie.

 

Czterokrotny złoty medalista mistrzostw świata odniósł się także do najważniejszej imprezy obecnego sezonu - zaplanowanych na przełom lutego i marca mistrzostw świata w narciarstwie klasycznym. Choć miastem-gospodarzem zawodów jest Seefeld, to skoczkowie będą rywalizowali właśnie w Innsbrucku.

 

- Oczekiwania na pewno będą duże. Choćby dlatego, że bronimy tytułu mistrza świata - zauważył Małysz. - Cała praca wykonana latem i te tygodnie zimy, które już za nami podporządkowane były temu, żeby ta najwyższa forma przyszła właśnie w Seefeld. A czy przyjdzie ? Trudno przewiedzieć, bo tu już nie wszystko zależy od zawodników i trenerów - dodał.

Łukasz Dubaniewicz, SZYFR, Polsat Sport

PolsatSport.pl w wersji na telefony z systemem Android i iOS!

Najnowsze informacje i wiadomości na bieżąco, gdziekolwiek jesteś.

Komentarze