Adrian Janiuk: Tuż przed końcem rundy jesiennej twój zespół wygrał pierwszy mecz w Serie A. Czy to "światełko w tunelu"?
 
Mariusz Stępiński: Od początku sezonu było fatalnie, ponieważ najpierw dostaliśmy ujemne punkty, a później nie mogliśmy wygrać meczu. Druga połowa rundy jesiennej pokazała, że nie jesteśmy drużyną, która zasługuje na ostatnie miejsce w tabeli. Mam nadzieję, że dostaniemy z powrotem te trzy punkty, które zostały nam odebrane i jeżeli będziemy dalej grali swoje, to droga do utrzymania będzie otwarta. Wiadomo jednak, że nikt za darmo nam nic nie da. W dodatku zaczniemy od niezłego przetarcia, bo pierwszy mecz po przerwie rozegramy w Turynie przeciwko Juventusowi.
 
Kto jak kto, ale ty doskonale wiesz jak strzelać gole "Starej Damie"...
 
Nie ukrywam, że każdy gol bardzo mnie cieszy i gdy wracam do domu, to jestem bardzo zadowolony z wykonanej pracy. Z napastnikiem jest tak, że nawet jak gra gorzej, a strzeli gola, to ma dobry humor, natomiast jak gra dobrze, ale nie wpisze się na listę strzelców, to pozostaje niedosyt. Wiadomo, że gol strzelony "Starej Damie" jest czymś szczególnym, ale muszę strzelać je również drużynom, z którymi walczymy o utrzymanie.
 
Czy w kolejnym sezonie również będziesz reprezentował barwy Chievo? Wiele mówi się o możliwym transferze do SPAL lub Fiorentiny. Zespół z Ferrary chce podobno oddać Alberto Paloschiego, a w zamian zabrać ciebie....
 
Myślę, że w zimowym okienku transferowym nic się nie wydarzy, a po sezonie może być różnie. Wszystko zależy od tego ile goli uda mi się strzelić i czy drużyna utrzyma się w Serie A, czy spadnie. Nie ukrywam, że bardzo dobrze czuję się w Weronie, ponieważ klub dał mi odczuć, że jestem potrzebny. Zagwarantował mi również stabilizację, której wcześniej bardzo mi brakowało. Na razie nie zastanawiam się więc nad jakimikolwiek zmianami.
 
Masz tam również świetnego nauczyciela w postaci kapitana zespołu - Sergio Pellissiera. Jest to na pewno legenda Chievo.
 
Można powiedzieć, że jest to mój "ojciec w szatni", ponieważ od pierwszego dnia znaleźliśmy wspólny język. Dużo dało również to, że jako jedyny oprócz mnie mówi on po francusku, więc mogliśmy się dogadać. Praktycznie po każdym treningu zostaje ze mną i pokazuje mi różne sztuczki napastników i jak zachować się na boisku. Były plotki, że po poprzednim sezonie zakończy karierę i nawet powiedziałem mu, że gra z nim była i jest dla mnie wielkim wyróżnieniem.
 
Cała rozmowa z Mariuszem Stępińskim w załączonym materiale wideo.