Nowy trener kadry bokserów to nowe nadzieje, czy bałaganu ciąg dalszy?

Sporty walki
Nowy trener kadry bokserów to nowe nadzieje, czy bałaganu ciąg dalszy?
fot. PAP

Zaledwie kilka miesięcy trenerem reprezentacji Polski w boksie był Ukrainiec Iwan Juszczenko, ale to już historia. Seniorzy od środy mają nowego szkoleniowca, Ireneusza Przywarę.

Juszczenko wrócił na Ukrainę, gdyż nie dogadał się z prezesem PZB Leszkiem Piotrowskim. Wymiana zdań była ponoć burzliwa. Ciekawe, bo jeszcze nie tak dawno, gdy Juszczenkę wybrano trenerem męskiej kadry seniorów, zresztą poza konkursem który wcześniej ogłoszono, na każdym kroku podkreślano jego wiedzę i umiejętności, przypominając że był jednym ze szkoleniowców kadry Azerbejdżanu (ale kobiet, nie mężczyzn, jako że dwie jego córki zmieniły obywatelstwo i zasiliły reprezentację tego kraju, o czym mówiono już ciszej).
 
Dziś Juszczenko zszokowany szybkim rozstaniem z Polską i PZB zastanawia się co z tym fantem począć, być może będzie dochodził swoich praw na drodze sądowej, podpisał przecież umowę o pracę. Miał pomysły, chciał dobrze, ale zderzył się ze ścianą.
 
Odezwały się głosy, że prezes zapłaci za to głową, że ci którzy go wcześniej wybrali, oburzeni autorytarnym stylem rządów pozbawią go władzy, ale jak widać tak się nie stało. Mamy za to kolejne trzęsienie ziemi przy obsadzie stanowisk trenerskich.
 
Na głównego szkoleniowca kadry seniorów awansował nagle Ireneusz Przywara, jeden z byłych trenerów Tomasza Adamka. Pracował z nim w Concordii Knurów, później wraz z Andrzejem Gmitrukiem stał w jego narożniku, gdy „Góral” na zawodowym ringu walczył z O’Neil Bellem i Steve’em Cunninghamem.
 
Poznałem go sporo lat temu i miło wspominam. Solidny szkoleniowiec klubowy, który wspomagał kolejnych trenerów reprezentacji, między innymi obecnego prezesa, gdy ten prowadził kadrę kobiet. Teraz dostał szansę wyprowadzenia polskiego boksu na prostą, co nie będzie zadaniem łatwym, by nie powiedzieć niemożliwym, ale szczerzę mu życzę powodzenia.
 
Ten rok jest wyjątkowo ciężki – jeśli boks zostanie w programie olimpijskim (a jest poważnie zagrożony), to zaczną się w nim kwalifikacje do igrzysk w Tokio (2020). W kalendarzu są też II Igrzyska Europejskie i mistrzostwa świata.
 
A w PZB nie ma ani kierownika wyszkolenia, ani sekretarza generalnego, co więcej nie ma pomysłu, jak nasz rodzimy boks uzdrawiać. Chyba, że nieustanny bałagan  i nieustanne zmiany trenerów mają być lekarstwem na wszystko.
 
Po igrzyskach w Rio de Janeiro (2016) podziękowano trenerowi Zbigniewowi Raubie. Zastąpił go młody, perspektywiczny, ale nie mający większego doświadczenia Karol Chabros, który zrezygnował jednak z pracy w połowie drogi do Tokio. Po Chabrosie obowiązki trenera kadry seniorów sprawował krótko Jerzy Baraniecki, później propozycję dostał Juszczenko, teraz jest Przywara. A czas leci, prestiżowe imprezy za pasem.
 
Na zgrupowaniu w Zakopanem jest zaledwie dwóch zawodników przygotowujących się do ME do lat 22. I to wcale nie jest żart.
 
Trenerem kadry juniorów będzie Jerzy Baraniecki, kadetami zajmie się Krzysztof Szot, nie tak dawno jeszcze czynny zawodnik boksu zawodowego, kiedyś ćwierćfinalista MŚ amatorów. Szot musi się jak najszybciej postarać o uprawnienia (tzw. gwiazdki), by podczas międzynarodowych turniejów nie powtórzyła się sytuacja z ubiegłorocznych MŚ kobiet w Indiach, gdy Karolina Michalczuk instruowała polskie uczestniczki z trybun.
 
Prawdopodobnie dotyczy to też nowego trenera kadry seniorów.
 
Ponieważ  nieudolność organizacyjna PZB od dawna woła o pomstę do nieba, siłą rzeczy on też musi się liczyć z tym, że łatwo nie będzie, tym bardzie, że brakuje nam światowej klasy pięściarzy Co najwyżej więc można wygrywać niewiele znaczące, zamydlające oczy towarzyskie mecze w ramach samozwańczej Światowej Konfrontacji Boksu Olimpijskiego. Ale za takie zwycięstwa medali nie dają, o czym warto pamiętać.
Janusz Pindera, Polsat Sport

PolsatSport.pl w wersji na telefony z systemem Android i iOS!

Najnowsze informacje i wiadomości na bieżąco, gdziekolwiek jesteś.

Komentarze