Argentyńczyk, który kosztował Cardiff City rekordowe 15 milionów funtów, miał odbyć pierwszy trening z nowymi kolegami. Po załatwieniu wszystkich formalności w Nantes miał przylecieć do Walii. Niestety, nie udało mu się dolecieć. W poniedziałek wieczorem samolot zniknął z radarów i do tej pory nie został odnaleziony. Coraz mniej osób wierzy w pozytywne zakończenie sprawy.

 

We wtorek wieczorem policja w Guernsey, terytorium przy francuskim wybrzeżu na kanale La Manche, poinformowała, że na skutek zapadającej ciemności poszukiwania piłkarza zostały przerwane. Akcja została wznowiona w środę tuż po wschodzie słońca.

 

Dodatkowo namierzenie samolotu nie jest prostą sprawą, gdyż model Piper Malibu nie posiada nowoczesnych transponderów. Byli piloci stawiają sprawę jasno: lot jednosilnikową maszyną był szalonym pomysłem. Sala również miał co do tego wątpliwości.

 

- Jesteśmy w samolocie, który wygląda, jakby miał się rozpaść. Jeśli nie usłyszysz ode mnie niczego w ciągu 1,5 godziny, to nie wiem, czy wyślą kogoś, by mnie odnaleźć. Nie będą w stanie. Tato, naprawdę się boję - tak brzmiała jego ostatnia wiadomość głosowa.

 

Horacio Sala, ojciec piłkarza, potwierdził, że otrzymał takie nagranie.