Przez długi czas Anglik uchodził za wielkiego pechowca. Wielokrotnie próbował wywalczyć tytuł mistrza świata, ale za każdym razem ktoś był od niego lepszy. Najpierw dwa razy znokautował go Carl Froch, a później minimalnie lepszy (niejednogłośna wygrana na punkty) okazał się Badou Jack. Groves się jednak nie poddał, odbudował swoją pozycję na rynku brytyjskim, by w 2017 roku otrzymał czwartą szansę.

 

Wtedy już ją wykorzystał. Znokautował w szóstej rundzie Fiodora Czudinowa, zostając mistrzem świata WBA wagi superśredniej. Później wziął udział w turnieju World Boxing Super Series, w którym doszedł do finału. Tam przegrał przed czasem z Callumem Smithem.

 

Jak się okazało, to była jego ostatnia walka w karierze. O decyzji poinformował za pośrednictwem mediów społecznościowych.

 

- Postanowiłem, że to jest mój czas na sportową emeryturę. W 2017 roku walczyłem przy mojej publiczności w Sheffield i zostałem mistrzem świata WBA wagi superśredniej. Po czterech próbach w końcu spełniłem marzenie z dzieciństwa. Doświadczenie było wspaniałe i takie, jak zawsze sobie wyobrażałem. To bez wątpienia najlepszy moment mojej kariery. Niektórzy mogą myśleć, ze to dziwne, że kończę karierę właśnie teraz. Ciągle jestem młody i zdrowy, a przede mną są wielkie walki. Ale właśnie z tych powodów postanowiłem zakończyć. Mam młodą rodzinę w domu, to czas, by spędzić z nimi moje najlepsze dni. Nie chcę, bym był kiedyś "za stary" lub by na emeryturę wysłała mnie kontuzja. Przez te lata smutne zagrożenia tego sportu i chcę odejść teraz, kiedy jestem na szczycie możliwości - napisał w specjalnym oświadczeniu.

 

 
 
 
Wyświetl ten post na Instagramie.
 
 

My retirement statement. Thank you. #TeamSaintGG “It’s something unpredictable, but in the end is right. I hope you had the time of your life.”

Post udostępniony przez George Groves (@stgeorgegroves) Sty 28, 2019 o 3:28 PST

 

Groves stoczył 32 zawodowe pojedynki.