Kownacki Superstar? Dlaczego nie?

 

Dwa lata temu Adam Kownacki (19-0, 15 KO) był polonijną atrakcją, którą promotor Lou DiBella wykorzystywał do tego, by zapełnić kibicami Polaka krzesła na swoich nowojorskich galach. Dziś obok Babyface siedzi na konferencji prasowej w Barclays Center jeden z najpoważniejszych managerów w światowym boksie, Keith Connolly, zastanawiając się wspólnie z Al’em Haymonem czy jesienią nie zorganizować walki Polaka z Łomży o tytuł mistrza świata wagi ciężkiej, z mistrzem WBC Deontay’em Wilderem.

 

I to nie dlatego, że Adam przyprowadza do sali dziesięć razy więcej kibiców niż w 2017 roku. Zawsze ich miał - ta liczba wzrosła z około 400 sprzedawanych biletów do ponad 1500 - ale najważniejsze jest to, że zaczęto doceniać jego klasę sportową. Kownacki z Geraldem Washingtonem to był pięściarz, który ciągle bije bardzo dużo - 141 w ciągu czterech minut! - ale ta druga statystyka po walce w Nowym Jorku (aż 41 procent trafionych) jest zdecydowanie ważniejsza. “Chcę bić trochę mniej, ale to ma wszystko wchodzić, ciosy mają być silniejsze, jeszcze więcej ważyć. Dziś tak było” - mówił Kownacki, kiedy rozmawialiśmy po walce w podziemiach Barclays Center. Adam zawsze miał coś, czego bardzo trudno się nauczyć, czyli pięściarski “instynkt kilera” - widzi słabość rywala i wie jak go skończyć. Przy takim procencie trafień, to skarb przeliczany na zwycięstwa i setki tysięcy dolarów.

 

Kto wie, czy nawet nie na wygrane walki o mistrzostwo świata. Polak musi, po rozcięciu brwi, obowiązkowo odpocząć od sparingów przez 45 dni. Boksował w Barclays Center krótko, ale żeby było łatwo i przyjemnie na ringu, przeszedł jeden z najcięższych obozów treningowych w karierze, z ponad 160 rundami sparingowymi. Teraz czas na odpoczynek, bo rzeczowe rozmowy (a nie tylko kibicowskie spekulacje) związane z tematem “bierzemy Wildera czy nie” zaczną się na serio w końcu marca.

 

Whyte idzie na całość, ale…

 

...ci, co grają w pokera wiedzą, że to się rzadko sprawdza, kiedy grasz z tym, który trzyma kasę. Jeszcze miesiąc temu Dillian Whyte był pewniakiem na walkę na Wembley, w kwietniu z mistrzem świata IBF/WBA/WBO - Anthony Joshuą. Przede wszystkim promotor Joshuy w każdym wywiadzie podkreślał, że rewanż między pięściarzami jest dla niego “sprawą priorytetową”. Whyte był przekonany, że należą mu się pieniądze naprawdę wielkie, pierwszą ofertę nazwał “obrażającą”, mniej komentował, kiedy Hearn ujawniał, że w grę wchodzi ponad 5,2 miliona dolarów. Whyte mniej komentował...ale kontraktu nie podpisał. Brytyjski promotor poczekał tydzień, po czym ogłosił, że chyba... zrezygnuje z Whyte, zamieniając go na Jarrella Millera, a marzec na Wembley na maj/czerwiec w nowojorskiej Madison Square Garden.

 

“Black Polska” Miller ciągle negocjuje, oczekiwania Amerykanina i propozycja Hearna są rozbieżne o prawie milion dolarów, ale porozumienie jest blisko. Chyba...że Whyte zda sobie sprawę, że zostanie bez wypłaty życia i nagle przypomni sobie numer telefonu Eddie Hearna. Czasu nie zostało zbyt wiele, bo na Angliku wywierany jest nacisk z dwóch stron - streamingowa strona DAZN chce walki Joshuy w USA, a angielska SKY TV wolałaby mieć u siebie Joshuę w najlepszym czasie antenowym. Zadecyduje to, co zawsze - gdzie można więcej zarobić.