Artur Łukaszewski: Damian, wracasz do katowickiego Spodka. Z pewnością z tego powodu muszą towarzyszyć ci wielkie emocje.

 

Damian Jonak: W tym miejscu przeżyłem najwspanialsze emocje w swoim życiu, jeśli chodzi o moje walki bokserskie. Począwszy od 2007 roku, kiedy walczyłem o pierwszy tytuł w karierze. Wszedłem wtedy po raz pierwszy do ringu. W hali zgromadziło się dziesięć tysięcy ludzi. Walkę wzbogaciła również muzyka na żywo zespołu Bezimienni, dzięki której też czułem się wyjątkowo. Mój rywal Michael Schubov dwukrotnie leżał na deskach w początkowej fazie walki. Myślałem, że go znokautuję. Czułem się wręcz euforycznie, ale później trochę osłabłem. Niemiec cofnął się do obrony, a na koniec walki mnie tak pogonił, że ledwo przeżyłem.

 

Jak sobie przypomnisz wszystkie swoje pojedynki, to atmosfera w katowickim Spodku rzeczywiście robi wielkie wrażenie?

 

Akurat kibice na Śląsku znają się na boksie. Ludzie, którzy przyjeżdżają do Katowic z innych części kraju, chcą oglądać dobre widowisko. Z pewnością ta gala może to zagwarantować. W ogóle imprezy z cyklu MB Promotions stoją na wysokim poziomie sportowym.

 

Andrew Robinson – jaki to jest zawodnik?

 

Jest to pięściarz pewny siebie. Mogę tak go ocenić przynajmniej po oświadczeniach, jakie wobec mnie składa. Charakteryzują go również mocne nogi, długi zasięg ramion. Jest też większy i wyższy ode mnie, więc będę się musiał mocno namęczyć, żeby go dopaść. Po przyjeździe do Radomia odgrażał się bardzo mocno, więc będzie fajnie. Ten złoty uśmiech, który ma – mam nadzieję, że zniknie z jego twarzy.

 

Jakie są teraz twoje plany?

 

Planuję jechać do Osady Śnieżka, do Gusa Currena, aby z nim potrenować i spróbować jego warsztatu trenerskiego. Mam zamiar też poprawić przygotowanie fizyczne z doktorem Jakubem Chyckim. Cały czas staram się rozwijać i powiększać  liczbę osób, które mogą mnie wpierać przed walką.