Przemysław Garczarczyk: Jeszcze w piątek rozmawiałem z Markiem - twoim bratem, a jednocześnie managerem o tym, w jakich hotelach można mieszkać w Los Angeles przed walką z  Edwinem Rodriguezem. Kilkadziesiąt godzin później, kiedy Marek był w Los Angeles, dostaję od niego sms, z tajemniczym tekstem: „spoglądaj na Andrzeja Instagram”. Nie wiem dlaczego, ale od razu pomyślałem, że kończysz karierę.

 

Andrzej Fonfara: Na Instagramie nie wylewałem wszystkiego, ale to dojrzewało. Troszeczkę to ukrywałem nie tylko przed opinią publiczną, ale także przed żona, bratem, nawet trenerem. W tym ostatnim tygodniu Joe Goossen już widział, że coś jest nie tak, byłem inny. Pytał się – Andrew, co jest z Tobą? Nie jesteś taki jak zawsze. Robiłem dobrą minę do złej gry. Później było spotkanie u Joe w domu, zaprosił mnie do siebie do biura, powiedziałem mu, co mi leży na sercu, i co by proponował. Był już Marek w LA i podjęliśmy, właściwie ja podjąłem, taką,  a nie inna decyzję. Koniec.

 

A gdyby trener Goossen namawiał, żebyś nie kończył kariery?

Też bym skończył. Joe nie namawiał mnie, żebym walczył za wszelką cenę. Mówił mi: „Słuchaj, świetnie wyglądasz na treningach, sparingi naprawdę wyglądają dobrze”. Fakt - robiliśmy po 30-40 rund na każdym treningu, ale z tyłu głowy coś siedziało. Nie miałem tej samej motywacji, adrenaliny. To nie był jeden powód: że złamałem rękę, dostałem w łeb na sparingu i coś mi się zmieniło. Powodów było więcej. To jest za niebezpieczny sport, żeby wyjść i walczyć na tym poziomie na którym my to robimy, będąc pewny na mniej niż 100, 120 procent. Mam 31 lat, ja wiem, ale co? Miałem czekać aż będę miał 45 i bym teraz nie mógł posłodzić herbaty?

 

Znasz teorie spiskowe?  Pierwsza: złapali ciebie na dopingu, ale, że PBC ciebie bardzo lubi, więc darowali, ale kazali skończyć...

Obalamy teorię...

 

Wielokrotnie znokautowany na treningach przed walką z Rodriguezem...

Trener powiedział, że nie ma sensu, Andrzej pakuj się, idź do domu...obalamy.

 

Żona Justyna zakazała walczyć...

To chyba ja byłem bardziej szczęśliwy niż Justyna, że skończyłem karierę. Mówi do mnie, świeczki w oczach: „Naprawdę. Może jednak, jeszcze raz...” Obalamy!

 

Dalsza część rozmowy z załączonym materiale wideo. 

 

Inne wywiady Przemysława Garczarczyka na jego vlogu znajdziecie TUTAJ