Mecz z Chorwacją miał swoją dramaturgię, bo Polacy zaczęli spotkanie od 0:14 i musieli odrabiać straty. Po nerwowej końcówce lepsi okazali się jednak Biało-Czerwoni i po 52 latach zagrają na mistrzostwach świata. - Nie wyglądało to dobrze na początku, bo nie graliśmy na swoim normalnym poziomie. Nie wiem, z czego to mogło wynikać. Może nerwy, świadomość stawki meczu? Ale chwała chłopakom, bo się pozbierali i wygrali. Wielka rzecz. Liczę, że to będzie punkt zwrotny i znowu zacznie się moda na koszykówkę w Polsce. Musimy wykorzystać ten sukces, bo nic tak nie pomaga dyscyplinie jak sukces zespołu narodowego. Ktoś może powiedzieć, że to tylko awans na mistrzostwa, ale ja uważam, że to już jest ogromny sukces, bo zagramy z najlepszymi na świecie. Mamy szansę zrobić duży krok naprzód – powiedział Maciej Zieliński.

 

Były wielokrotny reprezentant Polski dwa razy grał na mistrzostwach Europy (1991, 1997), kiedy biało-czerwoni zajmowali siódme miejsce i przyznał, że trudno porównać występ na takiej imprezie do czegokolwiek innego. - Zazdroszczę chłopakom, że zagrają na mistrzostwach świata, bo mnie nie było to dane. Ale mistrzostwa Europy też były wielkim przeżyciem. Właściwie trudno to opisać, co się czuje tam na boisku w koszulce reprezentacji. To nie były zwykłe mecze, to było coś wyjątkowego. To nie tylko duma, ale jakaś siła, która cię uskrzydla, bo wiesz, że bierzesz udział w czymś wyjątkowym. Bo takie były dla mnie mecze w mistrzostwach Europy – wyjątkowe – dodał.

 

O szansach Polski na mistrzostwach świata Zieliński nie chce mówić i jedynie przyznaje, że będzie bardzo ciężko. - Tam przyjadą najsilniejsze reprezentacje w najsilniejszych składach. To będzie coś kosmicznego. Będzie ciężko, nawet bardzo ciężko, ale cieszmy się, że będziemy brać w tym udział. Zaczyna się dobry czas dla koszykówki w Polsce i trzeba go maksymalnie wykorzystać. Po tylu latach znowu zagramy na mistrzostwach świata – przecież to musi być wielka rzecz – podsumował Zieliński.