Niewiele brakowało, aby w konfrontacji z faworyzowanym rosyjskim zespołem zawodnicy Trefla sprawili ogromną niespodziankę. W tie-breaku podopieczni trenera Andrei Anastasiego prowadzili bowiem z triumfatorem czterech ostatnich edycji Ligi Mistrzów 9:5.
 
– To spotkanie można ocenić na dwa sposoby. Jesteśmy zadowoleni, bo rozegraliśmy dobry mecz, ale z drugiej strony pozostał niedosyt, bo mogliśmy przechylić szalę zwycięstwa na swoją stronę. Szkoda zwłaszcza trzeciego seta, w którym mieliśmy osiem punktów przewagi i tę różnicę roztrwoniliśmy w końcówce. Cechuje nas to, że przez 10 minut potrafimy grać bardzo dobrze, aby w kolejnych 10 zaprezentować zdecydowanie słabszą dyspozycję. I tak też było w tej partii – zauważył Nowakowski.
 
Jednostronny w tym meczu był tylko inauguracyjny set, w którym goście prowadzili 24:14, aby ostatecznie wygrać 25:19.
 
– W tej odsłonie rywale dobrze zagrywali. Gdyby nas zmietli do 10 czy 15 z pewnością podłamani wyszlibyśmy na drugiego seta, a tak w końcówce złapaliśmy lekki podmuch w żagle i to napędziło nas do walki od początku drugiej partii – dodał.
 
Gdańszczanie rozegrali czwarty mecz w ciągu dziewięciu dni, a w poniedziałek, także 2:3, przegrali u siebie w zaległej ligowej potyczce z PGE Skrą Bełchatów. Spotkanie z mistrzami Polski zakończyło się znacznie po 23, ale dwukrotny mistrz świata przekonuje, że ta konfrontacja nie miała wpływu na postawę jego zespołu w rywalizacji z Zenitem.
 
– W takich meczach jak z drużyną z Kazania nie czuje się zmęczenia. Motywacja i adrenalina są tak ogromne, że z pewnością ciężko będzie nam dzisiaj zasnąć. Trudy tej walki odczujemy z pewnością rano – stwierdził.
 
Losy awansu do półfinału LM rozstrzygną się we wtorek w Kazaniu. 
 
– Jesteśmy nabuzowani, pałamy żądzą rewanżu i mamy nadzieję, że w Rosji zaprezentujemy siatkówkę na podobnym poziomie jak w Ergo Arenie. Ten mecz jest dla nas praktycznie ostatnią szansą, aby w tym sezonie coś ugrać i pokazać się z jak najlepszej strony – podsumował środkowy Trefla.