Kowalski: Jeśli Brzęczek pokpi sprawę, nie będzie mieć żadnego alibi

Piłka nożna
Kowalski: Jeśli Brzęczek pokpi sprawę, nie będzie mieć żadnego alibi
fot. PAP

Zaczęło się. Kadra już w warszawskim Hiltonie, tłumy dziennikarzy, łowcy autografów i budzące się nadzieje na udany mecze reprezentacji z Austrią i Łotwą. Może spadać frekwencja na stadionach polskiej ekstraklasy, słabnąć poziom ligi, kibice utyskiwać, że nasz rodzimy futbol to zupełnie inna dyscyplina niż ten zagraniczny, ale kiedy gra reprezentacja dostajemy prawdziwego hopla. To jest nasze oczko w głowie.

Drużyna autentycznie stanowiąca wartość dodaną w całym polskim sporcie, ponad podziałami, jak żadna inna potrafiąca łączyć, która wychowała sobie całkiem nową publiczność, wcale nie bazująca na kibicach drużyn klubowych. Fakt, że na meczu z nisko notowaną Łotwą na Narodowym będzie komplet publiczności świadczy o tym, że tym zjawiskiem nie zachwiały ani nieudany mundial w ubiegłym roku, ani słabe mecze pod wodzą nowego selekcjonera w jesiennej Lidze Narodów. Jednym zdaniem, wiara w narodzie nie ginie.

 

Tyle, że to nie jest coś dane na zawsze. Przecież można sobie przypomnieć, jak kończyliśmy eliminacje ze spuszczonymi głowami, na pustawych stadionach czy też w meczach wyjazdowych o pietruszkę. Jak za czasów schyłkowego Leo Beenhakkera czy Waldemara Fornalika. Wydaje się, że teraz jesteśmy w momencie przełomowym, albo odbijemy się i pójdziemy w górę, albo pogrążymy się w reprezentacyjnym rozgardiaszu, który była udziałem drużyny Jerzego Brzęczka jesienią.

 

Jeśli spojrzeć na przesłanki czysto sportowe, to nie ma lepszego czasu na odbicie. Naprawdę dawno nie było aż tak dużej grupy zawodników w bardzo wysokiej, a nawet życiowej formie. Nie ma obecnie wielu deficytów, albo pozycji, na które nie ma kogo wstawić. Jeśli już są wątpliwości to raczej z powodu bogactwa wyboru, jak w bramce czy ataku. To nie jest tak, jak mówiono o polskiej reprezentacji przez lata, że to tylko solidna drużyna ze średnimi zawodnikami, nastawiona na kontratak, ale ekipa z gwiazdami światowego formatu, jak Robert Lewandowski, Krzysztof Piątek, Arkadiusz Milik, Wojciech Szczęsny czy Piotr Zieliński. Nie żadna grupa młodych graczy na dorobku, przed która świetlana przyszłość, ale faceci zaprawieni w bojach na arenie międzynarodowej, grający w dobrych ligach, europejskich pucharach, w wielu przypadkach mający za sobą występy na mundialu i mistrzostwach Europy. Co prawda podobną tezę można było postawić przed mistrzostwami w Rosji w ubiegłym roku, ale jednak w innej formie było większość wybraków Adama Nawałki. Poza tym wyraźnie wyczerpywała się formuła pracy poprzedniego selekcjonera, coś się wypalało, brakowało świeżości i entuzjazmu. Po to, aby tę świeżość odzyskać, jak rozumiem, była zmiana selekcjonera. Właśnie nie na jakiegoś uznanego szkoleniowca z wielkim nazwiskiem, ale trenera nieoczywistego. Jak nawet wielu twierdzi, nie zasługującego na taką szansę już teraz, jeśli spojrzymy w jego trenerskie CV.

 

Zbigniew Boniek w ciekawy sposób tę nominację wówczas uzasadniał. „Widziałem ten błysk w jego oku” – tłumaczył. Najprawdopodobniej właśnie ten brak błysku to był największy deficyt naszej drużyny latem ubiegłego roku. W pierwszych meczach pod wodzą Jerzego Brzęczka, może za wyjątkiem debiutu z Włochami, w ogóle nie było go także widać i stąd jak najbardziej zasłużona krytyka. Nowe pomysły nie wypalały, rywale dołowali nas okrutnie, selekcjoner się miotał, publiczność się irytowała i razem poddawała pod wątpliwość sens wyboru tego akurat trenera.

 

Coś drgnęło w tym ostatnim meczu 2018 roku z Portugalią na wyjeździe. Nie dość, że nie daliśmy się pokonać mistrzom Europy, to po golu wyrównującym Arkadiusza Milika zawodnicy ruszyli w kierunku selekcjonera i cieszyli się razem tak jakby to była bramka na wagę awansu podczas jakiegoś dużego turnieju. Nie było w tym letnich relacji, wręcz przeciwnie, czuć było prawdziwy ogień. Pojawiła się nadzieja, że kadra w obecnej konfiguracji jeszcze zaskoczy. Właśnie podczas tej kluczowej rozgrywki, która właśnie się rozpoczyna.

 

Będąc zwolennikiem wyboru polskiego kandydata na selekcjonera, absolutnie wierzę, że podczas eliminacji Euro 2020 może zostać odbudowana drużyna, która nie tylko awansuje, ale też jak trzy lata temu zawalczy o coś konkretnego podczas samego turnieju. Mamy mnóstwo atutów, których nie posiadają nasi grupowi rywale. Kwestia, aby to dobrze złożyć, czy jak mówi Bobo Kaczmarek, tego po prostu „nie spieprzyć”.

 

Właśnie teraz przekonamy się jakim selekcjonerem jest Jerzy Brzęczek. Czy się ugnie presji publicznej w kilku kwestiach czy zachowa swój trenerski kręgosłup, jak pogodzi rozochoconych grą w klubach swoich zawodników, jak ich ustawi? Z jednej strony niby jest w komfortowej sytuacji, z powodu wyżej wymienionych czynników sportowych. Z drugiej, w razie czego nie będzie mieć żadnego alibi. Argument, że z pustego to i Salomon nie naleje, akurat teraz absolutnie odpada.

 

Austria - Polska w czwartek o godz. 20:35 w Polsacie Sport. Początek przedmeczowego studia o godz. 18:00.

TERMINARZ EL. ME 2020

Cezary Kowalski, Polsat Sport

PolsatSport.pl w wersji na telefony z systemem Android i iOS!

Najnowsze informacje i wiadomości na bieżąco, gdziekolwiek jesteś.

Komentarze