Kaczmarek: Zwycięstwo na wyjeździe ma swój wymiar

Piłka nożna

Bogusław Kaczmarek uważa, że wygrany przez Polaków 1:0 eliminacyjny mecz mistrzostw Europy z Austrią we Wiedniu był przeciętnym widowiskiem. - To spotkanie nie rzuciło na kolana, ale zwycięstwo na wyjeździe ma swój wymiar - powiedział szkoleniowiec.

- Zwycięstwo na wyjeździe zawsze ma swój wymiar. Na starcie eliminacji zabraliśmy rywalowi trzy punkty, ale mankamentów było sporo. Oba zespoły nie ustrzegły się wielu prostych błędów, takich jakich my w 88. minucie, kiedy Marc Janko miał najlepszą okazję w meczu. Z takiej pozycji bramkę zdobędzie junior średniej klasy. Gdyby trafił, ocena tego spotkania byłaby zupełnie inna – stwierdził.

 

W sporcie wynik determinuje wiele rzeczy, ale według Kaczmarka nie może wszystkiego przesłaniać.

 

- To było bardzo przeciętne spotkanie w wykonaniu obu drużyn, ale zawsze rozgrzeszeniem przy pewnych ułomnościach, do których szczególnie zaliczyłbym brak spójności i płynności w grze, bo akcje były rwane i brakowało im jakości, jest wygrana. Ten mecz nie rzucił jednak na kolana – ocenił.

 

Popularny "Bobo" podkreślił, że o końcowym wyniku decydują detale. Takie jak stałe fragmenty, które od dawna są silną stroną biało-czerwonych. Gra Polaków zyskała także po dwóch pierwszych zmianach.

 

- Rywalizacja otwiera się kiedy są mocne skrzydła. Pierwsza zmiana była przemyślana i uzasadniona, bo Milik okazał się cieniem zawodnika z Napoli. Nie umiał utrzymać się przy piłce, brakowało mu też agresywności, pazerności i ciągu na bramkę. W pewnym momencie nie mógł sobie znaleźć miejsca na boisku i to była słuszna zmiana. A wejście Frankowskiego sprawiło, że udało nam się rozszczelnić defensywę rywali – dodał.

 

Zwycięskiego gola strzelił w 68. minucie Krzysztof Piątek, który z kolei w 59. minucie zastąpił Piotra Zielińskiego.

 

- Warto prześledzić całą bramkową akcję, a nie tylko jej finał. Po dośrodkowaniu Grosickiego Piątek zdemolował Alabę i sprowadził go do parteru, walkę o pozycję przegrał co prawda Lewandowski, ale zmusił Baumgartlingera do wybicia piłki głową idealnie Kędziorze na wolej, błąd popełnił też golkiper rywali, a Krzysiek znalazł się tam, gdzie powinien być klasyczny napastnik. Nie wiadomo jednak co by było, gdyby kontuzji nie nabawił się Zieliński – zauważył.

 

Asystent Leo Beenhakkera nie ukrywa, że specjalnie nie obawiał się tego spotkania.

 

- A to dlatego, że w ekipie Austrii nie ma się kogo bać. Poza Alabą w tym zespole nie ma żadnego piłkarza zbliżonego klasą do naszych czołowych zawodników. W przypadku Arnautovica potwierdziło się to co mówił o nim klubowy kolega Łukasz Fabiański. W wielu spotkaniach nie widać go na boisku i w tym meczu także był średnio obecny. Generalnie chodził po murawie, machał rękami i wprowadzał wiele folkloru – przyznał.

 

W niedzielę o 20.45 w drugim eliminacyjnym spotkaniu podopieczni trenera Jerzego Brzęczka zmierzą się w Warszawie z Łotwą, która w czwartek przegrała na wyjeździe z Macedonią 1:3. 69-letni szkoleniowiec jest przekonany, że w grupie G nikt Polaków nie jest w stanie zatrzymać.

 

- Warto przytoczyć łacińską maksymę, która znajduje się na herbie Gdańska, czyli "Nec temere, nec timide", a to oznacza bez nadmiernej pewności siebie, ale i bez strachu. To jest idealna zasada, którą w tych eliminacjach powinni kierować się nasi piłkarze. Mamy trzy punkty i w niedzielę wypada w dobrym stylu pokonać Łotwę – podsumował Kaczmarek.

MC, PAP

PolsatSport.pl w wersji na telefony z systemem Android i iOS!

Najnowsze informacje i wiadomości na bieżąco, gdziekolwiek jesteś.

Komentarze