Polacy na inaugurację eliminacjach piłkarskich mistrzostw Europy 2020 pokonali w czwartek w Wiedniu Austrię 1:0 po golu Krzysztofa Piątka. Golański, uczestnik Euro 2008, przyznał, że "nie było to porywające widowisko, do którego będziemy wracać, ale najważniejszy był wynik".
 
"Trzeba się cieszyć z trzypunktowej zdobyczy i faktu, że nie straciliśmy gola, z czym ostatnio nasza drużyna miała sporo kłopotów. Mogliśmy spodziewać się, że to nie będzie wielki mecz, ale taki, w którym trzeba walczyć i dużo biegać. Tak rzeczywiście było, bo wszyscy piłkarze zostawili na boisku dużo zdrowia. Styl nie był porywający i na pewno czeka nas jeszcze sporo pracy" - ocenił były obrońca.
 
Dodał, że biało-czerwoni wygrali w czwartek z teoretycznie najsilniejszym grupowym rywalem. W jego ocenie w dalszej fazie eliminacji nie będzie już tak trudnych konfrontacji.
 
Golański chwalił m.in. postawę w bramce Wojciecha Szczęsnego oraz grę Kamila Grosickiego i Piątka.
 
"Wszyscy zastanawiali się, czy postawienie na Wojtka jest dobrą decyzją selekcjonera, bo Łukasz Fabiański też na to zasługiwał. Ale w tym spotkaniu Szczęsny dał odpowiedź, że on też zapracował na numer jeden. Dawał dużo pewności kolegom z obrony i popisał się kilkoma świetnymi interwencjami. Kapitalną robotę zrobił też Grosik, który napędzał ataki" – wskazał 14-krotny reprezentant kraju.
 
Jak podkreślił, Piątek to "fenomen". Zauważył, że strzelec jedynego gola nie miał wielu kontaktów z piłką, ale jego zagrania były "rzeczowe". "To coś wspaniałego, że jego piękna bajka ciągle trwa, a on udowadnia w każdym meczu, że jest świetnie dysponowany" – zaznaczył.
 
Zdaniem Golańskiego zwycięstwo na trudnym terenie zbuduje atmosferę w polskiej kadrze. Jak bowiem przyznał, od nieudanych mistrzostw świata reprezentacja nie dała wielu powodów do radości. "Trener Brzęczek trochę eksperymentował, ale to nie przekładało się na wyniki i grę. Dlatego atmosfera wokół kadry się zagęściła. Wcześniej reprezentanci byli tylko chwaleni, bo na to zasługiwali, ale miniony rok był dla nich ciężki" - mówił.
 
Były piłkarz m.in. ŁKS Łódź, Korony Kielce i Steauy Bukareszt spodziewa się, że niedzielny mecz z Łotwą będzie wyglądał inaczej. "Myślę, że w grze polskiej drużyny będzie więcej luzu, bo ciśnienie już opadło. Zagramy z niezbyt wymagającym rywalem. Trzeba go oczywiście szanować, ale na jego tle mamy bardzo mocną reprezentację. Innego wyjścia niż zwycięstwo nie ma. Spodziewam się, że zagramy ofensywnie i wrócimy do ładniejszej gry" - przyznał Golański.
 
Z Łotwą polska drużyna zagra w niedzielę na PGE Narodowym w Warszawie (godzina 20.45; transmisja – Polsat Sport).