28-letni Wierzbicki jest niepokonany, wygrał 17 walk, w tym sześć przed czasem i prawdę mówiąc wciąż nie wiemy na co go stać. Wcześniej był dobrym kickbokserem, później wyjechał na kilka lat do Kanady, gdzie przypadkowo zaczął boksować zawodowo. Tak naprawdę jego kariera nabrała tempa, gdy związał swe losy z Mateuszem Borkiem. Spotkali się w Nowym Jorku, zamienili kilka słów i Łukasz zdecydował się spróbować swych sił w Polsce. Zaczął współpracę z Andrzejem Gmitrukiem i na Polsat Boxing Night w Gdańsku zmierzył się z niepokonanym wtedy Robertem Tlatlikiem, który miał za sobą 20 zwycięskich pojedynków.

 

Wtedy w głównej roli wystąpił Tomasz Adamek wygrywając z Solomonem Haumono, trudnego rywala miał Mateusz Masternak, który pokonał Ismaiła Siłłacha, rodaka Vovka.

 

A Wierzbicki, choć miał spore problemy z limitem wagi superlekkiej uporał się pewnie z Tlatlikiem.

 

Teraz walczy w kategorii półśredniej, trenuje z amerykańskim szkoleniowcem Gusem Currenem z którym szybko złapał wspólny język, i to nie tylko dlatego, że dobrze zna angielski. I co najważniejsze robi postępy. 22 grudnia ubiegłego roku na MB Boxing Night w Radomiu wygrał w dobrym stylu z Tanzańczykiem Twahą Kiduku,

 

Vovk natomiast pokonał tego samego wieczora Żeromińskiego, byłego rywala Wierzbickiego. Michał Żeromiński bił się z nim dzielnie, ale Ukrainiec okazał się za duży i za silny. Czy tak będzie również w piątek w Dzierżoniowie, na gali Tymex Boxing Promotion, gdy do ringu wyjdą Wierzbicki i jego rówieśnik Vovk (15-3, 9 KO)?

 

Czy dla Wierzbickiego Ukrainiec też będzie za silny? Na razie tylko ostrzega obiecując, że go znokautuje. - To będzie najcięższa walka w twoim życiu – straszy Wierzbickiego.

 

Nie sądzę, że tego dokona. Żeromińskiego nie znokautował, a to będzie zupełnie inny pojedynek. Po pierwsze Łukasz jest większy i silniejszy od Michała, więc różnica parametrów fizycznych będzie w tym przypadku mniej widoczna. Po drugie jest mańkutem i potrafi kontrować. A że przy tym ma dobrą pracę nóg i sporo inteligencji ringowej, rozegra ten pojedynek na własnych zasadach. I myślę, że wygra, choć nie sądzę, że przyjdzie mu to łatwo.

 

A później poprzeczka musi iść w górę, bo czas ucieka. I tylko stopniując skalę trudności, walcząc z oraz lepszymi pięściarzami dowiemy się, gdzie jest granica jego możliwości i na co go stać w poważnym boksie. Na razie wiemy, że robi postępy i się stara. I ma bokserski instynkt, która pozwala mu wygrywać, choć wciąż popełnia sporo błędów.

Transmisja gali w piątek od 19.00 w Polsacie Sport Fight i od 20.00 w Polsacie Sport.