Polska zawodniczka wróciła do oktagonu po brutalnym nokaucie z rąk Jessiki Andrade. W zeszłym roku Brazylijka pojedynczym ciosem powaliła słynącą z twardej szczęki Kowalkiewicz i odniosła niezwykle cenne zwycięstwo. Jak tamta sytuacja wpłynęła na naszą zawodniczkę? Wszystko wskazywało na to, że nic poważnego się nie stało. Tak przynajmniej wynikało z jej słów.

Kowalkiewicz chciała jak najszybciej zapomnieć o pierwszej porażce przez nokaut. Starcie z Waterson było świetną okazję, by ponownie włączyć się do walki o najwyższe cele. Takie samo nastawienie miała jednak Amerykanka, która stanęła przed szansą zaznaczenia swojej pozycji w czołówce kategorii słomkowej. Trzecia wygrana z rzędu. dodatkowo z szóstą w rankingu Polką, byłaby dla niej bardzo cenna.

Od jedynej mistrzowskiej szansy Kowalkiewicz minęły ponad dwa lata. Łodzianka zdawała sobie sprawę, że czas powoli zaczyna ją gonić. - Wiem, że mam 34 lata i niedługo czeka mnie również sportowa emerytura. Nie wiem, ile powalczę... Dwa lata? Na tyle dostałam zgodę od partnera, u którego mocno pobudziły się instynkty rodzicielskie, a później będzie czas na sprawy rodzinne - powiedziała "Polska Księżniczka". Po raz pierwszy wystąpiła z takim pseudonimem.


Zgodnie z przewidywaniami walka potrwała pełne trzy rundy. Dość niespodziewanie to Waterson była lepsza w każdym aspekcie pojedynku. Pierwsze minuty to raczej bezpieczne wymiany w stójce, podczas których uwidoczniła się przewaga szybkości "Karate Hottie". Kowalkiewicz miała spory problem z mobilną przeciwniczką, a kiedy ta w drugiej rundzie wykonała piękny rzut przez biodro, to w parterze do końca rozdawała karty. Waterson od razu znalazła się w pozycji bocznej i raz na jakiś czas nękała Polkę krótkimi łokciami. W końcówce spróbowała też balachy, ale zabrakło jej czasu.

W trzeciej rundzie Kowalkiewicz ruszyła z ostrą szarżą, wiedząc, że musi zrobić wszystko, by wysoko wygrać ostatnie starcie. Szybko jednak została skarcona uderzeniami z kontry. Co ciekawe, Waterson miała też sporą przewagę w klinczu, czyli tam, gdzie dominować miała zawodniczka z Łodzi. "Karatie Hottie" wielokrotnie trafiała łokciami, rozrywając klincz. Udało się jej też raz sprowadzić walkę do parteru. Przewaga nie podległa dyskusji.

Sędziowie zgodnie wypunktowali wszystkie rundy dla Waterson.

Wynik walki:

Michelle Waterson (17-6, 3 KO, 9 SUB) pokonała jednogłośnie na punkty (3x 30:27) Karolinę Kowalkiewicz (12-4, 1 KO, 2 SUB)