Kiedy jesteśmy świadkami zestawienia, w którym przynajmniej jeden zawodnik słynie z efektownego stylu, może spodziewać się fajerwerków praktycznie w każdej chwili. A co, jeśli jest ich dwóch? Największa organizacja MMA na świecie uszczęśliwiła fanów na całym świecie, konfrontując ze sobą czołowych lekkich - Edsona Barbozę oraz Justina Gaethje. Obaj słyną z piekielnie mocnych kopnięć, obaj lubią bijatykę. To nie mogło się nie udać.

 

Kiedy słyszy się nazwisko "Gaethje", to od razu do głowy przychodzi oktagonowa wojna. Amerykanin stoczył cztery walki dla UFC. Wystarczyło mu to do zgarnięcia... pięciu bonusów! Zazwyczaj ustawiał sobie rywali wycinającymi niskimi kopnięciami. Czy jednak taka strategia byłaby odpowiednia w starciu z Brazylijczykiem, który jak mało kto potrafi korzystać z uderzeń nogami?

 

Barboza miewa jednak problemy, kiedy rywale nie dają mu miejsca. Ostra presja, z jakiej słynie Gaethje, mogła być decydującym czynnikiem.

 

Walka nie potrwała długo, ale była niezwykle intensywna. Już po trzech sekundach Amerykanin zaatakował niskim kopnięciem. Brazylijczyk nie pozostał mu dłużny. 

W pewnym momencie Gaethje rozpuścił ręce, kilka razy trafił rywala, aż pojedynek przeniósł się na siatkę. Tam zrobił pożytek ze swoich umiejętności zapaśniczych. Z czasem Barboza zdołał się oswobodzić. Jego plan pozostał ten sam: kopnięcia. Presja Gaethje była jednak zbyt mocna.


Szaleńczo wyrzucane ciosy przyniosły efekt. Brazylijczyk w pewnym momencie chciał zejść z linii napierającego przeciwnika, lecz zrobił to z opuszczonymi rękoma. Gaethje momentalnie wystrzelił prawym sierpowym, po którym Barboza padł na deski i się już z nich nie podniósł. Fenomenalny nokaut! 

Pojedynek trwał tylko 150 sekund, lecz dostarczył wielu emocji.

 

Wynik walki:

Justin Gaethje (20-2, 17 KO, 1 SUB) pokonał przez nokaut w pierwszej rundzie Edsona Barbozę (20-7, 12 KO, 1 SUB)