Początek spotkania nie był zły w wykonaniu gospodarzy, ale w dalszej fazie rywalizacji żużlowcy z Trójmiasta przejęli inicjatywę, będąc wyraźny szybszym na owalu przy Wrzesińskiej 25.

 

- Drużyna z Gdańska przyjechała naprawdę świetnie dysponowana na naszym torze, a powinno być inaczej. Było ewidentnie widać, że męczyliśmy się z prędkością. Dopiero pod koniec zawodów niektórzy ją łapali, tak jak w moim przypadku. Niestety, w tym ostatnim biegu niewiele mogłem zrobić, bo rywale ułożyli się parą, a i tak wynik był już przesądzony - powiedział Oskar Fajfer, który w tym meczu wywalczył osiem punktów.

 

Młody, ale już doświadczony zawodnik z klanu Fajferów po kilku latach przerwy postanowił wrócić do rodzinnego Gniezna. Ostatni okres w swojej karierze spędził w barwach... Wybrzeża Gdańsk. Czy wybierając ekipę Startu kierował się sercem, a może rozumem?

 

- Jedno i drugie. Po przegranym meczu ciężko coś o tym mówić. Teraz jestem myślami dlaczego przegraliśmy, co tu się stało. Trzeba naprawdę wyciągnąć wnioski. Przede wszystkim dlaczego się tak męczyliśmy? - przyznał Fajfer.

 

Sam zainteresowany zdradził, że nie jest zawodnikiem, który łatwo zapomina o rozegranych spotkaniach. Wręcz przeciwnie, należy do grona żużlowców, którzy mocno analizują swoje występy.

 

- Ja cały czas jestem główkowiczem. Czasami nawet żona mnie klepnie w głowę i mówi, żebym przestał. Po każdym sparingu myślę o najlepszych ustawieniach, który motor będzie szybszy? W tym meczu też trochę żonglowaliśmy motocyklami. Nie mogliśmy dobrać tego jednego, który pozwoliłby nam swobodnie wygrywać - skwitował Fajfer.

 

Cała rozmowa w załączonym materiale wideo.