Szermierka zyskała na decyzji MKOl z czerwca 2017 roku i po raz pierwszy od 20 lat i igrzysk w Sydney (2000) w Tokio medale zostaną rozdane we wszystkich sześciu konkurencjach drużynowych (szpada, szabla i floret kobiet oraz mężczyzn). Wcześniej - w latach 2004-16 (od Aten do Rio de Janeiro) - stosowano zasadę rotacji i w dwóch rywalizowano wyłącznie indywidualnie.

 

"Ta zmiana to gigantyczna szansa dla szermierki. Czuliśmy się jako dyscyplina trochę postawieni do kąta, bo np. nikt się nie zastanawiał, czy powinno się zamiennie rozgrywać bieg na 100 i 200 m albo pchnięcie kulą kobiet i mężczyzn. Strasznie trudno było sportowcowi planować karierę na przestrzeni ośmiu lat. Brak szansy występu w igrzyskach, szczególnie w takim sporcie jak szermierka, gdzie medal olimpijski jest pewnym ukoronowaniem, wisienką na torcie, był olbrzymim minusem. To rzutowało na sposób myślenia i mobilizację na te cztery lata, w których nie szykuje się do igrzysk, a nawet dłużej. Na szczęście w Tokio wszystko wraca do normy i będzie o dwie konkurencje więcej" - powiedział Konopka.

 

System kwalifikacji w szermierce jest mocno skomplikowany; został skonstruowany w taki sposób, by w igrzyskach mogli startować przedstawiciele wszystkich kontynentów. O podziale miejsc startowych na igrzyskach w Tokio decydować będzie ranking światowy na początek kwietnia 2020. Jest on ustalany na podstawie osiągnięć w zawodach Pucharu Świata w sezonach 2018/19 i 2019/20, począwszy od 1 kwietnia, oraz w tegorocznych mistrzostwach kontynentów i globu.

 

Prawo występu w stolicy Japonii w turniejach drużynowych zapewni sobie czołowa czwórka rankingu światowego oraz najlepsze cztery następne zespoły, ale z podziałem na kontynenty, czyli po jednym z Europy, Azji, Afryki i strefy Ameryk. - Do tego dochodzi kwestia gospodarzy. W broniach, których Japonia nie zmieści się we wspomnianej ósemce, będzie miała prawo i tak wystawić drużynę z racji bycia gospodarzem igrzysk. Wtedy rywalizować będzie dziewięć ekip, a dwie najniżej rozstawione stoczą pojedynek o miejsce w ćwierćfinale - wyjaśnił dyrektor generalny PZSzerm. Jacek Słupski.

 

W najlepszej sytuacji spośród polskich drużyn są szpadzistki, które po dobrych występach w zawodach PŚ w tym roku, m.in. drugie miejsce w styczniu w Hawanie i triumf w lutym w Barcelonie, awansowała na trzecią pozycję, choć z identycznym dorobkiem jak czwarte Chiny. - Z jednej strony mają największe szanse, a z drugiej najsilniejszą konkurencję. Czołówka w tej broni jest niesamowicie szeroka i wyrównana. Raz ktoś wygrywa, innym razem nie wchodzi do "ósemki". Nikt dziewczynom tego awansu nie da za darmo, muszą go wywalczyć, ale rzeczywiście startują z dobrej pozycji. Kluczowe, jak zresztą w pozostałych konkurencjach, będą mistrzostwa Europy i świata, które punktowane są lepiej niż turnieje PŚ - tłumaczył Konopka.

 

Słupski przypomniał, że ranking światowy, jak w tenisie, ma charakter ciągły. - Jedna impreza wypiera inną, ostatnią zaliczaną do niego, a kwalifikacje olimpijskie dodatkowe są obarczone wielką nieprzewidywalnością. Poczuliśmy to na własnej skórze przed igrzyskami w 2012 roku, gdy na ich początku właśnie drużyna szpadzistek otwierała klasyfikację, a w ciągu roku spadła na 12. lokatę i nie pojechała do Londynu - przypomniał Słupski.

 

Siódmą lokatę na liście światowej zajmują obecnie floreciści. - O czołową czwórkę rankingu będzie szalenie trudno, a większa szansa jest na to, że będziemy drugą drużyną europejską. M.in. dlatego trzymamy mocno kciuki za piątych aktualnie Francuzów, by kosztem czwartych Koreańczyków przesunęli do góry i zwolnili jedno miejsce dla Starego Kontynentu. Z kolei nasi zawodnicy muszą też mieć się na baczności i nie dać się wyprzedzić np. Niemcom i Ukraińcom, co też będzie sporym wyzwaniem - analizował szef związku.

 

Na dziewiątej pozycji sklasyfikowane są florecistki, których - zdaniem Konopki - droga na igrzyska teoretycznie powinna być łatwiejsza. "Musimy dogonić siódme obecnie Niemki, które choć mają w składzie dwie bardzo dobre zawodniczki Leonie Ebert i Anne Sauer, to jest zadanie jak najbardziej wykonalne. Poza tym nasz zespół był przed rokiem piąty w ME i dziewiąty w MŚ, więc jest szansa na poprawę" - dodał Konopka.

 

Szablistki to aktualnie 11. drużyna listy FIE. - Używając piłkarskiego sformułowania dopóki piłka w grze... Dziewczyny muszą zbierać punkty, spisywać się równie dobrze, jak ostatnio w Sint-Niklaas, a do tego mieć odrobinę szczęścia, bo w tym wypadku już pewnie nie wszystko zależy tylko od nich. Cieszę się, że poprawiła się atmosfera w kadrze, drużyna po odejściu Aleksandry Shelton na nowo się kształtuje i zaczyna to nabierać ciekawych kształtów. Za kilka miesięcy zobaczymy, czy olimpijska kwalifikacja jest realna - powiedział prezes PZSzerm.

 

Praktycznie nierealny jest drużynowy występ w Tokio polskich szpadzistów (19. FIE) i szablistów (23. FIE). - Kilka występów szpadzistów w ostatnim czasie było obiecujących i liczymy na nich w dłuższej perspektywie. Szabla? Szabli w wydaniu seniorskim dziś praktycznie nie mamy. Zostaliśmy daleko w tyle i mamy wiele do nadrobienia - podsumował Konopka.

 

W broniach, w których drużyny nie wywalczą awansu, pozostanie szansa na występ jednego zawodnika indywidualnie. - O prawo startu w igrzyskach będą się w dodatkowym kontynentalnym turnieju ubiegać reprezentanci tych krajów, których zespoły nie wywalczyły kwalifikacji. Z Europy jednak wyłoniony zostanie tylko jeden szczęśliwiec w każdej konkurencji - wspomniał Słupski.

 

Polska szermierka na olimpijski medal czeka od 2008 roku, kiedy w Pekinie srebro zdobyła drużyna szpadzistów.