Faworytem był Garbaczewski. Rywal Kwiecińskiego mógł poszczycić się prawie 200 walkami stoczonymi na amatorstwie, do tego był też znany z występów na galach Armia Fight Night. Do tej pory raz wygrał, raz przegrał, więc w piątek liczył na poprawienie bilansu.

I miał swoje powody, by myśleć o zwycięstwie. Mało kto dawał szanse znacznie mniej doświadczonemu Kwiecińskiemu. Niektórzy przewidywali nawet błyskawiczny nokaut Garbaczewskiego.

Początek mógł jednak zaskoczyć. Kwieciński nie przejął się renomą przeciwnika, narzucając szalone tempo. Jego kombinacje robiły wrażenie. Ciosy sierpowe, kolana, haki na tułów - to wszystko było bite z dużą siłą i świetnym timingiem. Garbaczewski miał mnóstwo problemów.

To tempo kosztowało jednak Kwiecińskiego. W trzeciej rundzie miał problemy ze złapaniem oddechu. Na swoje szczęście jego przeciwnik wcale nie wyglądał lepiej - jak widać ciosy na tułów zrobiły różnicę.

Sędziowie zgodnie wypunktowali jednogłośną wygraną Kwiecińskiego.