Piłka nożna

Piękni i Młodzi: Hubert Gostomski (GKS 1962...

Bożydar Iwanow: Zobaczymy cię na Mistrzostwach Europy U-21? Jesteś w stu procentach przekonany, że znajdziesz się w kadrze na ten turniej?

 

Jakub Łabojko: Nie mogę czuć się pewien, że tak będzie. Muszę ciągle walczyć o miejsce w składzie. Nie jestem pierwszym wyborem trenera. Dlatego przez regularną grę w klubie będę starał się udowadniać, że mogę być przydatny drużynie narodowej. Czesław Michniewicz zaznaczył to bardzo wyraźnie: kto nie gra, turniej może zobaczyć w telewizji. Pierwszeństwo będą mieć ci, którzy mają „plac” w lidze.

 

To, że wraz ze Śląskiem znalazłeś się w tzw. grupie spadkowej, może być dla ciebie utrudnieniem? Vitezslav Lavićka może chętniej sięgać po bardziej doświadczonych piłkarzy mając przed oczami widmo degradacji.

 

Wydaje mi się, że nie. Trener patrzy na aktualną dyspozycję a nie datę urodzenia, miejsce w tabeli czy przebieg kariery. Fakt, nasza sytuacja na pewno nie należy do komfortowych. Ale jestem w dobrej formie, będę starał się ją potwierdzać na boisku. Może to pomóc zarówno Śląskowi i jak i mnie, w kontekście wyjazdu na EURO U-21.

 

To pomaga czy przeszkadza, że o miejsce w reprezentacji rywalizujesz ze swoim przyjacielem? Patrykiem Dziczkiem, którego jesteś zmiennikiem?

 

Jesteśmy bardzo dobrymi kolegami. Znamy się od wieku trampkarza, nasze rodziny się znają, zapraszaliśmy się wzajemnie do naszych domów. Problemem to żadnym nie jest, zdrowa rywalizacja nikomu jeszcze nie zaszkodziła. Staram się wywierać na nim presję, która i jemu i mnie pozwala się rozwijać.

 

Wszyscy, którzy z tobą dotąd pracowali zwracają uwagę na twoją pracowitość. To cecha wyniesiona z domu, bo pochodzisz ze śląskiej rodziny?

 

Na pewno wynosi się to z domu, choć nie pochodzę z rodziny górniczej, to rodzice mi taką cechę w genach przekazali. Sam zdaję sobie jednak sprawę, jak wygląda kariera piłkarza. I że tylko ciężka praca zaprocentuje.

 

Tym bardziej, że nie jesteś piłkarzem wybitnie technicznym?

 

Poniekąd się z tym zgodzę. Talentu nie miałem w nadmiarze. Nie byłem najbardziej wyróżniającą się postacią w drużynach, w których występowałem. Raczej numerem 4 czy 5. Do wielu rzeczy dochodziłem treningiem.

 

Już kilka lat temu bardzo chciałeś spróbować zagranicznego chleba, bo byłeś blisko wyjazdu na Wyspy Brytyjskie. Stąd taki pomysł?

 

Będąc w trzeciej klasie liceum miałem propozycję z czwarto-ligowego Accrington Stanley, ale działacze Piasta zablokowali ten transfer. Szkoda, bo byłoby to ciekawe doświadczenie w tak młodym wieku zetknąć się z piłką na zachodzie, sprawdzić się w innych okolicznościach, podszkolić też język angielski…

 

Czyli twoim marzeniem jest Premier League?

 

Na pewno liga angielska bardzo mi się podoba. Graliśmy nie dawno z kadrą mecz w Bristolu, widzieliśmy jak wygląda tam cała otoczka, jaka jest atmosfera na trybunach. I to także w niższych klasach. Pewnie, że mam marzenie, aby zagrać kiedyś na zachodzie. Każdy ma. Ale by je zrealizować potrzebuje dwóch, trzech dobrych sezonów w Ekstraklasie. Jeżeli oferta pojawi się szybciej, też nie będę grymasił.

 

Jakich miałeś piłkarskich idoli w dzieciństwie? Do kogo z wielkich piłkarzy mógłbyś porównać swój sposób gry?

 

Trener w juniorach porównywał mnie do Andrei Pirlo (śmiech), ale wtedy nie byłem stricte defensywnym pomocnikiem, grałem „wyżej”. Dziś podziwiam jak gra Sergio Busquets, a więc typowy zawodnik o charakterystyce numeru „6”…

 

A zatem do kogo cię porównać? Nie dasz się namówić na odpowiedź?

 

Nie gniewaj się, ale nie… (śmiech)

 

WYNIKI I TABELA LOTTO EKSTRAKLASY