Księgowość PGG ROW Rybnik i spece od marketingu spoglądali na stertę klubowych parasolek. Przeznaczonych rzecz jasna na zbyt, bo któż z przesiąkniętych miłością do speedwaya nie marzy o posiadaniu parasola z emblematem rekina? Sęk w tym, że jak dotąd nie było rzeszy chętnych na zakup klubowego gadżetu chroniącego głowę.

 

Znacznie lepiej sprzedawały się klubowe garnuszki, koszulki, śpioszki dla niemowlaków oddychających Wyglendą, Bombikiem, Woryną i braćmi Fliegertami… Tymczasem, nadeszła pora, aby rozegrać IV rundę Nice I ligi i ciemne chmury kłębiące się nad Rybnikiem, uruchomiły lawinę sprzedaży. Nagle z klubowego magazynu zniknęły wszystkie parasolki. Tak się zamartwiały władze klubu, że parasolki będą zalegały w schowkach, a tu wystarczył uroczy prezent od Matki Natury i podczas meczu z Unią Tarnów kibice nagminnie zakupili klubowe perełki. Z jednej strony niższa frekwencja na trybunach niż zazwyczaj, a z drugiej kropelka radości, że w magazynie się przerzedziło.

 

Rybniczanie okrutnie męczyli się ze spadkowiczem z PGE Ekstraligi. Tarnowianie są osobliwym zespołem: lepiej spisują się na wyjazdach, a delikatnie kuleją u siebie. W Rybniku mieli dwie urocze armaty: Artura Czaję, który przybył tak wyluzowany na stadion przy Gliwickiej 72, że „z rozkoszą puszczał klamkę”, czyli nie miał sobie równych pod względem szybkiej pracy palców na dźwigni sprzęgła. Artur „Józek” Czaja postanowił z uśmiechem na ustach udowodnić, że pod jurysdykcją Krzysztofa Mrozka i Jarka Dymka nie pokazywał pełni możliwości.

 

A gdy tylko wyściubił nos spod parasola nerwowości, zaprezentował całą gamę dźwięków. Był szybszy pod taśmą niż Ryan Dungey i Jason Anderson – królowie supercrossu, którzy są idolami „Józka”. 11 oczek Czai to znakomity dorobek. Czaja miał sensowne wsparcie w osobach Petera Ljunga i Wiktora Kułakowa. Peter wciąż czuje się młodo. 8 czerwca 36-letni Ljung powalczy w słowackiej Żarnovicy o przepustkę do cyklu Speedway Grand Prix. A Rosjanin sentymentalnie powrócił do czasów kiedy reprezentował ROW Rybnik w 2013 roku i gromił ekipę Kaskady Równe. Przyznał, że geometria toru uległa zmianie, ale nie miała znaczącego wpływu na jazdę Rosjanina. Kułakow zdobył 6 oczek w 4 startach. W najbliższą niedzielę 5 maja Wiktor będzie się ścigał w Tarnowie, a następnego ranka uda się w długą podróż samolotem z Warszawy via Moskwę do Władywostoku na mecz ligi rosyjskiej. Cygański żywot, acz ekscytujący…


Rybniczanie długo nie mogli złamać oporu przyjezdnych. Po dziewięciu wyścigach miejscowi przegrywali z Unią Tarnów 26-28. Prezes PGG ROW Rybnik w swoim stylu motywował ojca Przemysława Giery, aby junior rybnickiej ekipy się przebudził. A że sternik klubu przy Gliwickiej 72 perswadował prawdy oczywiste z energią godną Benito Mussoliniego, przeto młodzieżowcy z Rybnika obudzili się z letargu. Kolejny znakomity występ zanotował Robert Chmiel (8 oczek + 2 bonusy w 4 wyścigach), który od meczu z Orłem Łódź nie przestaje zadziwiać skutecznością. Zdolny synek – tak mówią o nim na Górnym Śląsku.


W klubowej toalecie lśniącej czystością czuć ducha manifestu. Na drzwiach bardaszki namalowany jest liść. Tuż obok kształtu liścia umieszczony jest napis „Liść dla Łaguty”. Jakie myśli będą krążyć w głowie Rosjanina, kiedy 29 czerwca do Rybnika przyjedzie reprezentacja Rosji na towarzyski pojedynek z Polską? Prawdopodobnie nie będzie korzystał z klubowej toalety…


PGG ROW ostatecznie pokonał Unię Tarnów 43-35, a „silnie przestraszony” jak rzekłby Pawlak z filmu „Sami swoi” sędzia Grzegorz Sokołowski, przerwał pojedynek po 13 wyścigach. 5 maja podopieczni Piotra Żyto wybiorą się na trudny teren do Daugavpils. Łotysze są piekielnie mocni na swoim torze, a i na wyjazdach lubią postraszyć gospodarzy. Nad Ołobokiem chłopcy Nikołaja Kokinsa pokazali fragment solidnego speedwaya i przegrali z Arged Malesą TŻ Ostrovią zaledwie 40-50. Tradycyjnie Lebiediew, Lahti i Tarasienko tworzyli trzon Lokomotivu. W rewanżu Łotysze nie są bez szans na zainkasowanie punktu bonusowego, choć ostrowianie mają zręcznych rycerzy czarnego toru. Greg Walasek, Tomasz Gapiński i Nicolai Klindt z niejednego piecyka chleb jedli i nie będą łatwym kąskiem dla ekipy z Daugavpils.


Nie mieli szczęścia do pogody łodzianie, którzy z radością przytuliliby dwa duże punkty meczowe w starciu z Car Gwarant Start Gniezno. Trwa urocza przepychanka pomiędzy oba klubami. Sugestia, że mecz należało odwołać wcześniej, aby nie generować kosztów jest głosem wołającego na puszczy. W Anglii klubowi promotorzy potrafią dogadać się i skomunikować odpowiednio wcześniej, aby nie budować lawiny zbędnie wydanych banknotów. Cóż, widocznie w polskim eldorado wciąż sztućce ociekają złotem, skoro dorośli ludzie nie mogą się porozumieć w kwestii przełożenia spotkania, gdy zagraża deszcz. A może prezes Witold Skrzydlewski nie ma aż tylu parasolek w magazynie co szeryf Krzysztof Mrozek?