Energa Basket Liga: Obrazki z play-off. Obroną na obronę

Koszykówka

W rywalizacji Polskiego Cukru Toruń z Kingiem Szczecin lepsza obrona będzie zwyciężała dobrą defensywę. Chyba trzeba będzie to pokochać - pisze komentator Polsatu Sport Adam Romański po drugim dniu ćwierćfinałów play-off Energa Basket Ligi, z których transmisje można obejrzeć w stacjach sportowych Polsatu.

Czy obrona może być piękna? Czy mecz skończony wynikiem 70:65 może być „palce lizać”? Z ekspertem Polsatu Sport oblizywaliśmy co prawda palce wieczorem w piątek, ale to był skutek kolacji w meksykańskiej restauracji na toruńskiej Starówce, a nie wrażeń wyniesionych z meczu. Ale trzeba przyznać, że ekscytacja była.


Podobało nam się, jak King Szczecin bronił. Podobały nam się pomysły i to, że ten podstawowy element sztuki koszykarskiej obrony („ustań na nogach! przewiduj, w którą stronę pójdzie rywal!”) zawodnicy ze Szczecina wykonywali znakomicie. W pierwszej połowie, a zwłaszcza w pierwszej kwarcie nie pozwolili faworytowi z Torunia na żadne dobre akcje. Prowadzili, nawet ośmioma punktami, i mogli mieć nadzieję na zwycięstwo. Podobała nam się walka i entuzjazm zespołu, który teoretycznie nie powinien mieć żadnych szans z drugą drużyną rundy zasadniczej.


Jednak szczecinianie ostatecznie przegrali, bo sami… zostali wybronieni. Zrobili aż 20 strat, trafiali z gry zaledwie co trzeci rzut, a ich lider punktowy Paweł Kikowski zdołał oddać dwa celne rzuty z gry i zdobył sześć punktów. To wszystko nie stało się przypadkiem. To wszystko było wypracowane przez jeszcze lepszą niż szczecińska obronę toruńskiej drużyny trenera Dejana Mihevca.


Torunianie w piątek dokonali rzeczy niemożliwej. Nawet w „złotych czasach koszykarskiej obrony” (a może raczej drewnianych czasach dla koszykówki), czyli 20 lat temu, przy wynikach typu 60:55 gwiazdy Śląska, Komfortu czy Pekaesu Pruszków zdobywały po 15, czasami 20 punktów. Polski Cukier w meczu 1 ćwierćfinału nie miał żadnego gracza, który zdobyłby więcej niż 9. Każdy z tych 10 był jednak potrzebny, może nawet był gwiazdą. Bo wszyscy - razem i w komitywie - bronili, zniechęcając do gry świetnie zmobilizowanych koszykarzy ze Szczecina.


W tej serii tak może być do końca. Dlatego czapki (nomen omen) z głów przed torunianami, że na tę szczecińską obronę są w stanie odpowiedzieć czymś jeszcze lepszym. Pozostaje tylko pytanie, czy to wystarczy na zdobycie medalu w Energa Basket Lidze.


Ale to już będzie zupełnie inny obrazek.

 

Obrazek dnia: Cheikh Mbodj zamyka obręcz od góry


Przez niemal całe trzy kwarty King Szczecin prowadził w Toruniu, bo potrafił zdobywać punkty. Nie za często, ale potrafił. To się zmieniło, gdy pod koniec trzeciej części na boisko wrócił Cheikh Mbodj. Reprezentacyjny środkowy Senegalu był wyraźnie wkurzony, bo w pierwszej połowie mu nie szło. Na tyle, że trener Dejan Mihevc, co robi rzadko, nie wpuścił go na boisko w pierwszej piątce po długiej przerwie.


Kto rządzi pod koszami pokazała jednak sekwencja w ostatniej minucie trzeciej kwarty. Desperacko szarżujący pod kosz Tauras Jogela z Kinga został pokazowo zablokowany przez Mbodja, a kontrujący torunianie zdobyli trzy punkty po rzucie za trzy punkty o tablicę (!) Aarona Cela. W kolejnej akcji Mbodj znów był pod własnym koszem i raz jeszcze „czapą” przywitał tam Jogelę.


Z tego „czapkowania” King się już nie podniósł. Miał swoje szanse, ale mentalnie to już nie była ta sama drużyna.

 

Piątek w ćwierćfinale play-off Energa Basket Ligi:


Polski Cukier Toruń - King Szczecin 75:70, stan rywalizacji 1:0


Stelmet Enea BC Zielona Góra - MKS Dąbrowa Górnicza 88:80, stan rywalizacji 1:0


W sobotę 4 maja grają:


Anwil Włocławek - Arged BMSlam Stal Ostrów Wlkp., stan rywalizacji 1:0, transmisja w Polsacie Sport o 12.30


Arka Gdynia - Legia Warszawa, 1:0

 

W załączonym materiale wideo kapitalne dwa bloki Cheikha Mbodjego.

Adam Romański, Polsat Sport

PolsatSport.pl w wersji na telefony z systemem Android i iOS!

Najnowsze informacje i wiadomości na bieżąco, gdziekolwiek jesteś.

Komentarze