Jeszcze długo po finale PlusLigi kibice i gracze ONICO czuć będą niesmak. Wciąż mówi się bowiem o tym, co wydarzyło się w pierwszym meczu pomiędzy ZAKSĄ a warszawską ekipą. W końcówce piątego seta po ataku Nikołaja Penczewa sędzia przyznał punkt stołecznej drużynie, która wygrała tie-breaka 15:13.

 

Po protestach siatkarzy ZAKSY arbiter zmienił decyzję, oznajmił, że błąd podwójnego odbicia piłki popełnił Piotr Łukasik i zmienił wynik na 14:14. Kolejne akcje wygrali zawodnicy z Kędzierzyna i ostatecznie triumfowali w tym spotkaniu.

 

- Przecież nie chodziło o akcję ze środka seta, ale o ostatnią piłkę w ostatnim secie meczu. We mnie długo to będzie jeszcze siedziało - mówi w wywiadzie dla "Przeglądu Sportowego" Wrona. - To boli nas, boli kibiców w Warszawie, ale w i całej Polsce. Miałem wiele telefonów od ludzi z całego kraju i zawodników innych drużyn. Wszyscy się z nami solidaryzują i uważają, że nas skrzywdzono. Dlatego irytują mnie żarty panów prezesów ZAKSY i PLS na ten temat - dodał reprezentant Polski, środkowy ONICO.

 

Warszawska drużyna odniosła największy sukces w historii klubu. Cieszą się też fani siatkówki ze stolicy, bo ostatnio na podium mistrzostw Polski stała Legia, a było to aż 23 lata temu.

 

- Gdyby przed sezonem ktoś nam powiedział, że zagramy w finale, pewnie byśmy się z politowaniem uśmiechnęli i traktowali to w kategoriach bajek. A teraz stoimy tutaj ze srebrnymi medalami na szyjach i jesteśmy wicemistrzami Polski. Warszawa czekała na to wiele lat - podkreślił Wrona.