Legia wystosowała komunikat, w którym poinformowała, że Aleksandar Vuković zostaje w klubie nie jako trener tymczasowy, lecz stały z opcją przedłużenia kontraktu. 
 
– Dziękuję za zaufanie, jakim obdarzył mnie prezes. To jak drużyna będzie funkcjonowała ma jedyne znaczenie. Udowodnię, ze tak jak wierzy we mnie prezes i osoby, które zdecydowały się na ten odważny krok, będę dobrym trenerem. Pięć lat przygotowania, z czego cztery w klubie to wystarczający okres. Czuję się gotowy, żeby podołać temu zadaniu – mówił "Vuko" przed niedzielnym meczem z Pogonią.
 
Czy to oznacza, że trener jest "bezpieczny", a wszyscy pozostali w klubie muszą przez pozostałe kolejki sezonu 2018/2019 walczyć o byt w stołecznym klubie?
 
- Obserwując wypowiedzi i ruchy, które prezes Mioduski wykonywał wcześniej, ta informacja tak na mnie nie działa. Słyszeliśmy wiele deklaracji prezesa, a ruchy później były niekonsekwentne. Nie mówię, że to jest zły ruch, ale pozostanę ostrożny. Decyzja została ogłoszona, aby wesprzeć drużynę w walce o mistrzostwo - powiedział Tomasz Łapiński.
 
Na razie jednak nie doczekaliśmy się na ten efekt, bowiem Legia zremisowała w niedzielę 1:1 i oddaliła się od mistrzowskiego tytułu.
 
- Ta decyzja mi się podoba, ale pamiętajmy, że Jacek Magiera też miał być na lata. Prezes Legii poniekąd reaguje na to, co dzieje się w Lechu i patrzy świadomie na zachód - dodał Mateusz Borek.
 
- Deklaracja prezesa Mioduskiego nie robi na mnie wrażenia. Bardzo kibicuję Vukoviciowi, jednak czy to jest większy plan na lata? Tak i nie. "Vuko" jest w klubie od dawna i był szykowany do roli pierwszego trenera. Gdy jednak trener Sa Pinto przybył do Warszawy odbył z nim tylko jedną jedyną rozmowę, w której powiedział "wiem, że jesteś tu szykowany na trenera pierwszego zespołu, więc najlepiej będzie, jak odejdziesz do rezerw". Co się zmieniło? Rolą władz klubu jest zareagowanie w danym momencie i nie dawanie władzy absolutnej pewnym osobom. Powinni dać wtedy znać Portugalczykowi: jesteś nowy w klubie i masz swoje funkcje, ale nie wchodź w nasz plan. "Vuko" poznamy tak naprawdę po efektach pracy przed kolejną rundą, ale zmienił się jako człowiek. To, że wskakuje w garnitury, a nie dres to pierwszy widoczny dowód - powiedział Tomasz Smokowski.
 
Najlepiej o całej sytuacji mógł się jedna wypowiedzieć Jacek Zieliński, który musiał już przyjmować w Legii funkcję "strażaka". Taka sytuacja nie jest łatwa dla młodego trenera...
 
- Fajnie jest obserwować, co dzieje się w innych klubach i mieć odniesienie, jednak każda sytuacja jest inna. Mówimy o Legii, gdzie wybór Aleksandara na dłuższy czas jest najlepszą rzeczą, jaką można było zrobić. Biorąc pod uwagę sytuację Legii, gdzie dwunastu zawodnikom kończy się kontrakt. Należy myśleć o przyszłości, która jest bardzo niepewna; będzie sporo zmian w tym zespole. Dogadać w ostatniej chwili wszystkie transfery? Trzeba przyjąć margines błędu. Jeśli zmienimy jeszcze trenera, poszerzamy ten margines. Jeśli bylibyśmy przekonani, że nowy trener przeniesie nas na nowy poziom sportowy, to owszem - byłaby to dobra decyzja. Ważne jednak, żeby zostawić w klubie trochę pewności przed walką o Europę. Teraz emocjonujemy się wyścigiem po mistrzostwo Polski, ale za chwilę będzie połowa lipca i zaczynamy kwalifikacje, gdzie musimy zdobywać punkty dla kraju - powiedział Jacek Zieliński, który ze wszystkich gości CF jest najbliżej zespołu Legii.
 
Trener Vuković dał impuls szatni. Relacje międzyludzkie są inne niż za trenera Sa Pinto. Rodzi się jednak niepewność, czy Serb jest już dziś gotowy, aby zespół wykonywał jego samodzielną filozofię w przyszłym sezonie?
 
- Przed "Vuko" kolejne wyzwanie. Z tej roli "strażaka" wywiązał się bardzo dobrze, ma w drużynie autorytet, ale po kilku trenerach pracy zespół będzie oczekiwał od trenera planu na przyszłość. Trener musi im zaproponować coś, co sprawi, że zespół nie wpadnie w marazm. Musi sprostać takim oczekiwaniom, trzeba mu trochę też pomóc. Sztab, który jest za jego plecami i ma go wspierać oraz dyrektor sportowy - te role także będą ważne, aby umożliwić "Vuko" komfort pracy - dodał Zieliński.