W reprezentacji biało-czerwonych starszy jest 47-letni szczecinianin Piotr Bagiński, zawodnik i trener ne-waza (walki parterowe). Obaj wystąpią w ME, które od 31 maja do 2 czerwca odbędą się w Bukareszcie.

 

 - Ze zdrowiem nie mam żadnych problemów, a to najważniejsze, poza tym – co również istotne – ten sport sprawia mi ogromną frajdę. Motywują i mobilizują mnie występy z orzełkiem na piersi, to zaszczyt reprezentować Polskę. W ostatnich latach trochę brakowało mi szczęścia na macie, bowiem w mistrzostwach globu i kontynentu zajmowałem piąte miejsca, lecz wciąż wierzę w zdobycie medalu – stwierdził zawodnik klubu Fightmen Bochnia.

 

Krajewski rozpoczął przygodę ze sportami walki w 1985 roku. Długo ćwiczył judo, w barwach Gwardii zdobywał medale mistrzostw kraju niemal w każdej kategorii, poza seniorami. - W wadze 81 kg do najlepszych należeli m.in. Robert Krawczyk, Bronisław Wołkowicz i jeszcze kilku chłopaków. W najlepszym starcie uplasowałem się na piątej pozycji. Później wraz ze starszym bratem Markiem (rocznik 1967), za namową kolegów, przenieśliśmy się do ju-jitsu. Nie żałuję tej decyzji, to świetna dyscyplina sportu. Marek początkowo walczył w barwach Śląska Wrocław, a ja Bushi Toruń, potem trafiliśmy do nowo utworzonego Olsztyńskiego Stowarzyszenia Ju Jitsu i Judo – podkreślił.

 

Starty w ju-jitsu rozpoczął na początku tego stulecia od zwycięstwa w debiucie w Ogólnopolskim Turnieju Klasyfikacyjnym w kat. 94 kg; w 85 kg triumfował Marek Krajewski, były mistrz Polski w judo i wielokrotny medalista MP.

 

 - Brat, który gdyby nie kontuzja to miałby szansę pojechać jako judoka na igrzyska, zakończył występy w ju-jitsu w 2005 roku po bardzo poważnym wypadku drogowym. Miało to miejsce w drodze powrotnej z mistrzostw Europy we Wrocławiu. Zatrzymaliśmy się na skrzyżowaniu, ponieważ świeciło się czerwone światło, a w nasz tył uderzył kierowca tira, który przysnął. Bardziej poszkodowany Marek nie wrócił już do ju-jitsu – przyznał młodszy z rodzeństwa.

 

Bardzo dobrze w międzynarodowej rywalizacji spisywał się wówczas Tomasz Krajewski, choć najlepsze miało dopiero nadejść...

 

 - Mistrzem Europy zostałem w 2009 roku w kategorii 77 kg, natomiast w następnym sezonie sięgnąłem po złoto mistrzostw świata w wadze 85 kg – dodał były policjant.

 

Przed Krajewskim mistrzostwo globu w ju-jitsu zdobyło tylko dwoje Polaków: Dariusz Zimoląg i Agnieszka Chlipała.

 

 - W moim dorobku jest wicemistrzostwo świata z 2011 roku i brązowe krążki tych zawodów z 2008 i 2014 roku. W mistrzostwach Starego Kontynentu, poza wspomnianym złotem, sięgnąłem po srebro w 2003 roku oraz brąz 2005 i 2007. Od pięciu lat czekam na krążek z wielkiej imprezy i mam nadzieję, że jeszcze raz stanę na podium. W MŚ we Wrocławiu w 2016 roku i w Kolumbii w 2017 przegrałem pojedynek o brąz, podobnie jak rok temu w ME w Gliwicach. Do Rumunii pojadę walczyć o medal, choć taki sam cel mają wszyscy rywale. Najmocniejsi są Rosjanie, podczas niedawnego turnieju Paris Open do finału 85 kg dotarli reprezentanci tego kraju. Do tego groźni będą przeciwnicy ze Szwecji i Szwajcarii – przyznał Krajewski.

 

Olsztynianin za sprawą ju-jitsu zwiedził niemal cały świat, rywalizował na matach m.in. w Chinach, Kolumbii, Tajlandii, Urugwaju czy na Tajwanie. Nigdy nie udało mu się wywalczyć medalu The World Games, choć startował trzykrotnie i też dochodził do półfinałów.

 

 - Kolejna edycja dopiero w 2021 roku, będę miał 45 lat. Nie wiem, czy jeszcze uda mi się dotrwać i skutecznie powalczyć o kwalifikację do zawodów w USA – podkreślił.

 

W grudniu tego roku w Gliwicach odbędzie się jeszcze pierwsza edycja ME no-gi (bez kimon). - Zachęcamy do współpracy ze świetnymi zawodnikami, jak Tomasz Krajewski, i całą naszą złotą reprezentacją - podkreślił prezes Związku Tomasz Knap.

 

Trenerem reprezentacji w fightingu jest Jacek Szewczak, a do ubiegłego roku w kadrze z sukcesami występował jego brat Tomasz.