Niezwykle emocjonująco zapowiada się ostatnia kolejka ekstraklasy. Losy tytułu rozstrzygną się w Gliwicach i w Warszawie. Piast, by zdobyć historyczne, pierwsze mistrzostwo kraju, musi pokonać Lecha i wówczas wynik meczu Legii z Zagłębiem Lubin nie będzie miał żadnego znaczenia. Jeśli jednak podopieczni Waldemara Fornalika stracą punkty, wówczas Legia może rzutem na taśmę wskoczyć w tabeli na pierwsze miejsce, ale musi pokonać lubinian.

 

Niemal wszyscy kibice zadają sobie pytanie, jak spotkanie na Śląsku potraktuje "Kolejorz", który już o nic nie walczy. Zabierając punkty Piastowi, może pomóc Legii w obronie tytułu, ale Żuraw zapewnia, że nie będzie żadnej kalkulacji.

 

- Nic się nie zmieniło w naszym nastawieniu, jedziemy zagrać dobry mecz i wygrać. Nie wyobrażam sobie sytuacji, że ja jako były sportowiec i trener czy moi zawodnicy wyjdą na boisko po to, żeby nie wygrać. Po to trenujemy, żeby osiągać korzystne wyniki. To, czy mistrzem będzie Legia czy Piast, dla mnie jest bez różnicy. My jesteśmy na siódmym miejscu i chcemy zakończyć ten sezon jak najlepiej - powiedział na konferencji prasowej Żuraw.

 

Jak dodał, sytuacja, w której znalazła się jego drużyna, jest absurdalna, bowiem jej kibice życzą piłkarzom porażki.

 

- Rozumiałbym, gdyby kibice byli źli po porażce, ale to, że życzą nam porażki - to trochę niespotykana sytuacja. Nawet dzisiaj jadąc na stadion, na światłach zatrzymał mnie taksówkarz i mówił +żebyśmy nie robili głupot i nie wygrywali w Gliwicach+. Nie mogę przecież powiedzieć zawodnikom: słuchajcie, grajmy tak, żeby Legia nie była mistrzem Polski. Po to wychodzę na boisko, żeby wygrać i tu się nic nie zmieni - podkreślił.

 

Żuraw przyznał jednak, że Piast jest faworytem spotkania. Zaznaczył jednak, że nie jest sprawą oczywistą, że Legia pokona u siebie Zagłębie.

 

- W rundzie finałowej Piast prezentuje się bardzo dobrze, ale wiemy też, jak się gra takie mecze pod dużą presją. Zobaczymy, jaki ten Piast jest mocny. Co do meczu w Warszawie, to uważam, że nam będzie łatwiej wygrać z Piastem niż Legii z Zagłębiem - stwierdził.

 

Były reprezentant Polski na konferencji wystąpił już w roli nie tymczasowego trenera, ale szkoleniowca, który weźmie odpowiedzialność za budowę zespołu i wyniki przez dwa najbliższe sezony. W czwartek były piłkarz m.in. Zagłębia Lubin i Hannoveru 96 podpisał kontrakt do czerwca 2021.

 

- Cieszę się, że zarząd i dyrektor sportowy docenił tę pracę, którą wykonaliśmy, bo sytuacja nie była łatwa. Mieliśmy mecze lepsze i gorsze, ale zadecydowała praca, którą wykonaliśmy na boisku i w szatni. Jesteśmy przed dużą przebudową drużyny i od tego, jak uzupełnimy ten zespół, będzie zależało, o co będziemy grać w przyszłym sezonie. Nie nastawiam się i nie mam zamiaru mówić, że będziemy walczyć o mistrzostwo Polski, choć bardzo bym chciał. Zdaję sobie jednak sprawę, że przy tylu ubytkach kadrowych, przy tak dużej wymianie zawodników, potrzeba będzie czasu. Wierzę, że zakontraktujemy takich piłkarzy, którzy dadzą jakość i w połączeniu z tymi, których mamy i też z naszą młodzieżą, Lech będzie grał i efektownie, i efektywnie - zapowiedział.

 

Szkoleniowiec liczy też, że dzięki dobrej grze kibice wrócą na stadion. Fani "Kolejorza" pod koniec sezonu jasno artykułowali swoją niechęć do poziomu prezentowanego przez piłkarzy. Na wielu meczach na ponad 42-tysięcznym obiekcie zasiadało poniżej 10 tysięcy widzów.

 

- Liczę, że uda nam się tę trudną sytuację z kibicami załagodzić i oni wrócą na trybuny. My ze swojej strony będziemy dobrze pracować i postaramy się stworzyć zespół tak grający, że każdy na tego +Kolejorza+ będzie chciał przychodzić i go oglądać. Nawet jak będą słabsze mecze i porażki, to ja chcę widzieć zespół, który od pierwszej do ostatniej minuty będzie walczył o zwycięstwo, będzie grał ofensywnie. Mam nadzieję, że uda się to zrobić. Ja pamiętam czasy, kiedy na Lecha przychodził komplet kibiców, to jest super sprawa - podkreślił.

 

Zapewnił on, że temat listy 10 piłkarzy, którzy mają opuścić Lecha po sezonie - m.in. Maciej Gajos, Nikola Vujadinovic, Łukasz Trałka czy obaj bramkarze Matus Putnocky i Jasmin Buric - jest już zamknięty.

 

- Na pewno żaden z nich nie zostanie z nami, ci którzy są na kontraktach, dalej będą grać w Lechu. Sytuacja bywa dynamiczna. Jeśli dojdzie do sytuacji, że któryś z zawodników otrzyma propozycję, to na pewno ją rozważę. Na dziś nie mamy takich informacji. Mamy też fajną grupę młodych chłopaków, którzy przechodzą ścieżkę poprzez wypożyczenia do innych klubów i wielu z nich do nas wraca - wyjaśnił.

 

Mecz Piasta z Lechem rozegrany zostanie - tak jak wszystkie mecze w grupie mistrzowskiej - w niedzielę o godz. 18. W rundzie zasadniczej w Poznaniu padł remis 1:1, a w Gliwicach wygrali gospodarze 4:0.

 

WYNIKI I TABELA LOTTO EKSTRAKLASY