- Pamiętam, że trofeum, które Leon otrzymał za wygraną w Vojens niemalże przewyższało młodego smyka! Miał wówczas purpurowe włosy, ale imponował sprytem na torze. Zawsze miałem słabość do zawodników, którzy myślą na torze. Wydaje mi się, że Leon bardzo poważnie podchodzi do startów w SGP’2019. Wniesie świeżość do mistrzowskiego cyklu. To bardzo ciekawy zawodnik, który wedle mojej oceny jest przygotowany znakomicie pod kątem fizycznym oraz sprzętowym do rywalizacji o czołowe lokaty – mówił przed rozpoczęciem tegorocznych zmagań Ole Olsen.


Jeżeli uruchomimy wehikuł czasu i cofniemy wskazówki zegara aż do października 2013 roku, ujrzymy innego Leona. Wówczas Rosjanin Emil Sajfutdinow leczył kontuzję, której nabawił się w Toruniu. Podczas ostatniej rundy Speedway Grand Prix rozegranej w Grodzie Kopernika 5 października 2013 roku, Leon zastąpił Emila, gdyż był drugim rezerwowym w cyklu. Ales Dryml zastępował kontuzjowanego Chrisa Holdera, Troy Batchelor ścigał się w miejsce sponiewieranego w Sztokholmie Tomasza Golloba, a więc w cyklu Speedway GP panował prawdziwy szpital. Jarek Hampel żartował taplając się w sadzawce pełnej sarkazmu.

 

 

 

- Czy GP się odbędzie skoro Tomek Gollob nie może się ścigać? – pyta „Mały”, nawiązując do skandalu w finale Ekstraligi, kiedy animozje toruńsko – zielonogórskie doprowadziły do walkowera na rzecz Zgrzeblarek…

 

Tak czy owak, odstawiając dąsy na bocznicę kolejową, ściganie na MotoArenie było przednie. Leon Madsen przywiózł dwa oczka w wyścigu otwarcia oglądając plecy Adriana Miedzińskiego. W pierwszym biegu Leon pokonał Troya Batchelora oraz Fredrika Lindgrena. Ogółem Duńczyk uzbierał 7 punktów i nie zdołał awansować do półfinału. Zawody z perspektywy loży oglądał fenomenalny Amerykanin Bruce Penhall, dwukrotny indywidualny mistrz świata (1981 & 82). Z pewnością Bruce pragnął, aby jego uczeń – Greg Hancock wygrał GP w Toruniu. Greg prowadził przez lwią część dystansu, ale szalejący „Miedziak” najpierw połknął Jarka Hampela, a na ostatnim okrążeniu uporał się z Hancockiem. Czwarty był Niels-Kristian Iversen, który wówczas świętował swój pierwszy medal w cyklu SGP i tańczył w kolorze brązu… Wyśmienite zawody wygrał Adrian Miedziński, a Leon cieszył się z każdego wyścigu, bo lubi zbierać doświadczenie. Nie był to pierwszy kontakt Duńczyka z elitarną brygadą. Dwa tygodnie wcześniej, 21 września 2013 roku Leon poznał smak solowego zwycięstwa. W trzecim wyścigu Rockklassiker Scandinavian FIM GP na Friends Arena w Sztokholmie, Madsen pokazał plecy Pedersenowi, Kasprzakowi i Drymlowi. Ba, z dorobkiem 9 oczek zdołał awansować do półfinału. W walce o finał uległ Iversenowi i Hancockowi, ale występ uznał za udany. W sezonie 2013 Leon liznął wielkiej żużlowej sceny w Terenzano, Daugavpils i Krsko. 3 sierpnia 2013 roku we Włoszech po raz pierwszy w karierze awansował do półfinału GP ulegając Woffindenowi, Iversenowi i Pedersenowi. Zapragnął powrócić do cyklu. To zodiakalna Panna, więc praca i pedantyczne przywiązanie do szczegółów jest u niego niezwykle istotne. Zżymał się swego czasu na BSI/IMG oraz FIM, że jego nazwisko jest pomijane podczas wyboru stałych dzikich kart, ale zaciskał zęby i pracował w pocie czoła. Na PGE Narodowym otrzymał sowitą nagrodę za lata starań…

 

5-1 dla Włókniarza

 

Podczas prezentacji częstochowskich Lwów – drużyny ForBet Włókniarza, Leon był wesoły, ale z lekka podminowany. To naturalne, gdyż oczekiwał na narodziny córeczki. Nie ma chyba na świecie mężczyzny, który nie przestępowałby nerwowo z nogi na nogę oczekując przyjścia na świat swojego dziecka. Madsen to odpowiedzialny tata i mąż, więc jak zwykle był profesjonalny, ale dało się wyczuć na poły radosny, na poły nerwowy nastrój.

 

- Nie chcę być w GP, aby pełnić rolę statysty. Zamierzam sięgnąć po medal, a końcowym przystankiem ma być tytuł mistrza świata – deklarował ambitny analityk z duńskiego Vejle.


Córeczka urodziła się zdrowa, więc Leon z partnerką odetchnęli, w częstochowskim klubie przygotowano eleganckie „becikowe”, aby młody tata mógł przyoblec maleństwo w biało-zielone barwy… Madsen ma piekielnie pracowitych mechaników, ale co równie istotne, nie zamykających się tylko na świat speedwaya. Przemek Kapalski jest zakochany w motocrossie. W Loket podczas GP Czech Przemek zdobył zdjęcie ze swoim ulubieńcem, wyjątkowo pięknie technicznie jeżdżącym Włochem, dziewięciokrotnym mistrzem świata – Antonio Cairolim. Jest więc miejsce na oddech.


Leon wie, że ojcostwo zobowiązuje. Po pierwszym tegorocznym meczu PGE Ekstraligi jak zawsze zatroszczył się o swoich mechaników, aby mieli ciepłą strawę, ale przyznał, że jest tak okrutnie zmęczony licznymi obowiązkami, że wędruje w objęcia Morfeusza. Inni dopiero zaczynali zabawę, a Leon już zasypiał. Duńczyk jest świadomy, że w walce o jak najlepszy wynik sportowy jakość wypoczynku ma kolosalne znaczenie. Tym bardziej teraz, kiedy córeczka nie zważa na zmęczenie taty…


Dojrzał. Zmienił nastawienie do legendarnego Hansa Nielsena. Na mini żużlu Leon przegrywał o włos ze swoim rodakiem Nicolai Klindtem, długo nie mógł się przebić na światowej scenie, bo podejmował walkę na zbyt wielu frontach. Nawet znakomity strateg Napoleon poległ walcząc z Kutuzowem, więc czasami w życiu warto zdobyć się na refleksję i odpuścić w kilku departamentach… Po piątkowym treningu Leon, który wcześniej „darł koty” z najwybitniejszym żużlowcem w historii („Profesor z Oxfordu” – Hans Nielsen zdobył 22 złote medale FIM), ochoczo rozmawiał z wielkim mistrzem. To podszepty młodości skłaniały Duńczyka, aby nie wierzyć w słowa Hansa. Teraz Madsen zrozumiał, że analityczny zmysł menedżera duńskiej reprezentacji i gigantyczne doświadczenie Nielsena wyniesione z wieloletniej jazdy na torach jest bezcenne. Ci, którzy mówili, że Nielsen stracił kontakt z rzeczywistością, bo speedway bardzo zmienił się od czasów, gdy Hans puszczał „klamkę”, najzwyczajniej w świecie, błądzili. Szczęście Leona polega na tym, że ocknął się w samą porę. Prawda jest taka, że zawsze warto posłuchać Roda Lavera, Miki Hakkinena, Nigela Mansella i Michaela Jordana, bo prawdziwi mistrzowie wiedzą o czym mówią. Howgh!


Oczywiście, Leon miał sporo szczęścia w finale, gdyż wykorzystał rzadkie potknięcie wybitnego technika i speca od krótkich torów – Szweda Fredrika Lindgrena. Sęk w tym, że na żużlu nie wygrywają najszybsi, tylko najsprytniejsi. Tomasz Gollob skalą talentu przerastał Tony’ego Rickardssona i Jasona Crumpa: co do tego nie ma grama wątpliwości. Ile tytułów posiada w kolekcji Szwed? Sześć. Ile złotych krążków ma Australijczyk? Trzy. Ile złotych medali w SGP zdobył Tomasz? Jeden. To zrozumiałe, że każdy z nas woli oglądać w akcji artystów i geniuszy takich jak Darcy Ward, Michael Lee i Tomasz Gollob, ale w realnym życiu wygrywają ci, którzy potrafią „zaplanować” sukces nie wdając się w niepotrzebne utarczki i potyczki. Ci, którzy kalkulują, w zdecydowanej większości przypadków, wdrapują się na szczyt piramidy i piją szampana. Konglomerat artystów i perfekcyjnych rzemieślników sprawia, że danie pod szyldem Speedway GP jest tak fascynująco wykwintne i dba o wszystkie kubki smakowe…

 

 


Dziesięć lat temu Leon Madsen wywalczył srebrny medal Drużynowych Mistrzostw Świata juniorów w Gorzowie Wielkopolskim. Przebył wyboistą drogę, aby znaleźć się w cyklu. W Warszawie udowodnił, że wybór dokonany przez BSI/IMG oraz FIM był trafny. W parku maszyn na PGE Narodowym nietrudno było dostrzec postać znakomitego menedżera Nickiego Pedersena – Helge Frimodta Pedersena. To z trzykrotnym indywidualnym mistrzem świata – Nickim, Leon wygrał negocjacyjną batalię o stałą dziką kartę. Prawa rynku i biologii. W osiemnastym wyścigu GP Polski w Toruniu w 2013 roku Nicki Pedersen w znakomitym stylu wyprzedził na dystansie Mateja Zagara, Taia Woffindena i Leona Madsena. Dziś Nicki wciąż przyciąga tłumy, wciąż znakomicie się ściga, ale czasu nie da się oszukać. Leon doczekał się swojej szansy i doskonale wie, że drugiej okazji los mu nie przyniesie łaskawie pod drzwi domostwa…


Leon Madsen nie wygrał ani jednego wyścigu w serii zasadniczej. Postępował w myśl reguły: ziarnko do ziarnka zbierze się miarka. 8 punktów w 5 startach, drugie miejsce w półfinale za bardzo dynamicznie jeżdżącym Iversenem i czyhanie na błąd klubowego kolegi z Włókniarza Częstochowa – Fredrika Lindgrena w finale. Po zawodach, gdy emocja z wolna zaczęły opadać, Freddie przybił „piątkę” z Leonem i wyznał: „cóż, 5-1 dla Włókniarza!”

 

Madsen pozostaje bardzo ostrożny w ocenie szans na medal (fot. PAP)

 

- Nie muszę być numerem 1 w tym sezonie. Jeżdżę w GP, aby nabrać doświadczenia, w szczególności na tak trudnych czasowych torach jak ten w Warszawie. Byłbym nieszczery, gdybym wyznał, że nie interesuje mnie złoto. Nie chcę być jedynie uczestnikiem GP. Walczę o najcenniejszy laur. W Warszawie zdobyłem aż 13 punktów. Jeżeli będę regularnie punktował, nie powinno być źle. Nie spodziewałem się, że wywiozę z Warszawy aż tyle punktów. To nie jest łatwy teren na debiut w cyklu w roli regularnego zawodnika. Nie wiem czy zostanę mistrzem świata w tym czy w następnym sezonie. Jestem pewien, że nadejdzie kiedyś taki dzień, w którym zdobędę złoty medal SGP – kończy Leon.


Duńczycy łapią wiatr w żagle. Iversen ścigał się na PGE Narodowym jak za najlepszych lat. A kronikarze GP pamiętają jego znakomite występy w Terenzano (2013), Sztokholmie (2013), Kopenhadze (2014), Cardiff (2015) i w Toruniu (2016). Duńczycy mają tylko dwóch przedstawicieli w mistrzowskim cyklu, ale Hans Nielsen może być z dumny po pierwszej rundzie IMŚ’2019…

 

Duzers odporny na wstrząsy

 

Patryk Dudek słynie z dystansu do żużla. To mądry chłopak, który nie zamyka duszy ani umysłu w parku maszyn. Max Biaggi, Libor Podmol, Zlata Prilba Pardubice, motocross, przepyszne ciastko u babci, szerokie grono przyjaciół, które nawiedziło park maszyn w Warszawie. GP w stolicy Polski wyciska z zawodników siódme poty, bo obowiązków względem sponsorów jest bez liku, a czasu nawet na wizytę w toalecie okrutnie mało… Pielgrzymki sponsorów i fanów do parku maszyn, atmosfera wielkiego wydarzenia – to wszystko sprawia, że człowiek zaczyna troszczyć się o każdy skrawek energii. A Patryk spośród stałych uczestników cyklu ma najbardziej „luźną gumę” jak mawiają żużlowi mechanicy. To nie oznacza, że brak mu staranności. Duzers umie oddzielić presję towarzyszącą zawodom od reszty bytowania na padole. Kiedy się ściga pokazuje duszę prawdziwego twardziela, ujawnia spory talent w dziedzinie balansu na motocyklu, po trosze zakrada się do ogrodu Shawna Morana. Po zawodach schodzi z wysokiego C i udowadnia, że w życiu jest jak w powieści Ernesta Hemingwaya „Słońce też wschodzi”. Nie warto się zanadto przejmować i jak na każdym poletku ludzkiej działalności właściwe jest uchwycenie proporcji. Nie samym speedwayem żyje człowiek. Duzers ma spory dystans do świata, a przy tym jest solidnym wróżbitą. Przed pierwszym meczem piłkarskiej reprezentacji Polski na mundialu’2018 w Rosji, Patryk był indagowany o wynik. Odparł ze spokojem, jakby przecierał oczy ze snu: 2-1 dla Senegalu. I po cóż pytać piłkarskich ekspertów, skoro wicemistrz świata na żużlu w 2017 roku wie na co stać chłopaków z Senegalu…?


Żarty żartami, ale po ostatnim „dzwonie” w meczu ligowym ze Speed Car Motorem Lublin (10 maja) nikomu nie było do śmiechu w Zielonej Górze i w teamie Patryka. Duzers solidnie napracował się, aby być w stanie usiąść na motocyklu w Warszawie. Masaże, odpoczynek i oczekiwanie na inauguracyjną rundę MŚ… W czternastym wyścigu Duzers zaparkował na pierwszym wirażu, upadł zręcznie i zgrabnie niczym Grzegorz Filipowski przy próbie toe loopa. Wrócił na tor silniejszy, choć wył z bólu. Jako żywo przypominał Chrisa „Bombera” Harrisa, który w finale Elite League w 2010 roku wstał niczym nowo narodzony brzdąc, choć chwilę wcześniej przejechał po nim kolega klubowy z Coventry Bees – Lewis Bridger. I tak jak Harris wygrał powtórkę wyścigu w Poole, tak i w Warszawie Dudek w olśniewającym stylu pokonał Sajfutdinowa, Doyle’a i Iversena.

 

Patryk Dudek puszczający maszynę, aby uniknąć poważnego upadku (fot. PAP)


Patryk jest liderem SGP, a zważywszy na fakt, że kolejna runda odbędzie się na stadionie Matije Gubca w słoweńskim Krsko, zapowiada się dalsza ofensywa Duzersa. Wszak w 2018 roku Patryk nie miał sobie równych podczas GP Słowenii. 8 września ubiegłego roku Patryk pokonał w finale Jasona Doyle’a, Grega Hancocka i Fredrika Lindgrena. Jak przystało na reprezentanta Winnego Grodu, trudno, aby w kraju zakochanym w kulturze wykwintnego spożywania wina, Patryk zawodził…


Jak trudnym zadaniem jest połączenie piątkowego meczu PGE Ekstraligi ze startem w SGP, przekonał się obrońca tytułu – Brytyjczyk Tai Woffinden. Pod kątem przygotowania fizycznego Tai jest nienagannie przygotowany do sezonu, ale… Długa podróż z Gorzowa do Warszawy oznaczała nadwątlenie sił. Obowiązki ambasadora, aktualnego mistrza świata, wizyta w kipiącej emocjami strefie kibica wyssały z championa sporo sił. To przemiły jegomość zarażający pozytywną energią cały glob, charyzmatyczny gość, który ze swadą opowiada o żużlu w programie BBC Breakfast, ale spać też kiedyś trzeba. Można być pewnym, że w Słowenii Tai pokaże prawdziwe oblicze, przez co cykl Speedway GP będzie równie pikantny jak słoweńskie pierożki żlikrofi…