Kilka dni temu telewizja L’Equipe wyemitowała wzruszający, dwugodzinny reportaż poświęcony tragicznemu wypadkowi samolotu, w którym zginął Emiliano Sala, argentyński napastnik FC Nantes. Dzień wcześniej piłkarz został wytransferowany do Cardiff City. Ponieważ Waldemar Kita, urodzony w Szczecinie, nasz rodak, był bardzo ostro, ale i niesłusznie krytykowany, tak jakby to on był głównym winowajcą tego tragicznego wydarzenia, postanowiliśmy porozmawiać z nim w jego paryskim biurze.

 

Panie Waldemarze, czy po tym wszystkim, dalej chce się panu prowadzić FC Nantes? Podczas reportażu trudno było panować Panu nad emocjami. Był pan wzruszony. W oczach widać było łzy.

 

Dlatego, że nie rozumiem takiego ataku na moją osobę. Wszyscy mnie atakują, skąd ta nienawiść, przecież w niczym nie zawiniłem.

 

Regularnie ,,pełno’’ pana we francuskich mediach, a tymczasem od dnia katastrofy (21 stycznia) mało się pan wypowiadał na ten temat, udzielił tylko jednego wywiadu radiu RTL. 

 

Nie chciałem grać na emocjach, nie jestem jakimś aktorem, komedia nie jest moją domeną. Przecież nie wypadało wracać wielokrotnie do tej smutnej sprawy. Nie wszyscy chcą w to uwierzyć, ale byłem zbulwersowany. 

 

Dlaczego relacje pomiędzy klubem a Emiliano były takie napięte?

 

Lubiłem tego chłopaka. Przecież to ja ściągnąłem go z Bordeaux, gdzie zresztą praktycznie nie grał, do Nantes i dałem mu możliwości rozwoju. Żaden klub z Ligue 1 go wtedy nie chciał. Grywał w tak średnich zespołach jak Niort czy Orlean. 

 

Sala narzekał, że nie chciał pan polepszyć mu warunków kontraktu i że czuł się wykorzystywany...

 

Kiedy zaczął grać skuteczniej, zmienił agenta i zaczął być bardziej wymagający. Jako prezes mogłem to zrozumieć, ale Nantes nie jest tak zamożnym klubem i nie stać nas na kontrakty przekraczające pewne granice (Sala chciał zarabiać 250 000 euro).

 

Podjął ze swoim agentem decyzję o opuszczeniu Nantes, ale narzekał, że wymagania klubu za transfer były niebotyczne.

 

Przecież u nas się wypromował i nie wydaje mi się żeby suma odstępnego była aż tak duża. Kiedy zjawiła się propozycja Cardiff (nie było żadnej innej), z tego co wiem, w pełni zadowalała Emiliano. Miał zarabiać blisko 300 000 euro, mimo że twierdził, że na siłę wysyłam go do Walii, bo klub ma w tym duży interes, obniżyliśmy nawet nasze żądania, żeby mógł dostać ponad milionową premię przy podpisie. W rozmowach z kolegami pochwalił się nawet świetnymi warunkami.

 

Do dzisiaj klub z Cardiff nie wypłacił nawet zaliczki z 19 milionowej kwoty transferu?

 

Sprawa jest obecnie w FIFA, rodzina Sali domaga się również odszkodowania (podpisał trzyipółletni kontrakt). Chciałbym przypomnieć, że połowa kwoty transferowej ma trafić do Bordeaux. Po tych wszystkich zarzutach w stosunku do mnie, że to ja chciałem go wysłać do Cardiff, że cała wina leż po mojej stronie, najchętniej zrezygnowałbym z tych pieniędzy. Ale nie tylko ja o tym decyduję.

 

Przynajmniej pociesza pana postawa zespołu, który nie przegrał od sześciu meczów, zaliczając między innymi sukcesy nad takimi firmami jak PSG i Lyon?

 

Trudno mi po tych wszystkich wydarzeniach dojść do siebie. Sport jest raczej na drugim planie. Czasami mam czarne myśli. Nie mogę pogodzić się z tym pogardliwym traktowaniem. Na pewno na to sobie nie zasłużyłem przez to jedenastoletnie prowadzenie klubu.

 

Miasto zerwało niedawno z Panem umowę co do gruntów pod budowę nowego stadionu.

 

Niestety, tutaj nad Loarą nic nie przychodzi łatwo, panuje dziwna atmosfera. Fakt, że jestem Polakiem jeszcze bardziej komplikuje sprawy. Takie życie. C’est la vie.