Mateusz Borek: Gratuluję obrony pasa. Rozmawialiśmy, spekulując i prognozując przed walką powiedzieliśmy, że obrona tytułu będzie bardzo ważna w połączeniu z pozostawieniem lepszego wrażenia niż ostatnio.

 

Ewa Brodnicka: Wychodząc do ringu czułam się przede wszystkim bardzo dobrze. Wiedziałam, że jestem należycie przygotowana. Miałam siłę i byłam pewna siebie, bo przepracowałam ciężko kilka tygodni. Nie brakowało mi tchu. Wcześniej tak nie było, bo ekstremalne zbijanie wagi nie mogło przynieść nic dobrego. Patrząc na powtórki byłam za wysoko na nogach, ale dajcie nam jeszcze dwa campy i będzie tak jak Gus Curren sobie założył. Natomiast jestem bardzo zadowolona jeśli chodzi o taktykę.

 

Wydaje mi się, że ten element pracy nóg został zdecydowanie poprawiony. Jednak myślę, że kibicom zabrakło ryzyka, bo jak przyjeżdża dziewczyna z Meksyku, to każdy nastawia się na wojnę.

 

Naszym zamiarem było właśnie to, żeby nie iść z nią na totalną wojnę. Chciałem utrzymywać ją pięknie na dystans i to się udało. Z Meksykanką raczej nie idzie się na wymianę. Może w dwóch ostatnich rundach mogłam to zrobić, ale Gus utrzymywał mnie do końca w ryzach.

 

Któryś z ciosów Perez był dla ciebie odczuwalny?

 

Nie do końca, ponieważ cały czas poruszałam się na nogach. Gdybym stanęła wówczas byłoby gorzej, ale na szczęście do tego nie doszło. Cały czas byłam lekka na nogach, a także balansowałam tułowiem.

 

Nasi komentatorzy punktowali na twoją korzyść. Jak odnosisz się do punktacji sędziów? Jeden punktował 96:94, a drugi remis.

 

Ta pierwsza punktacja jest jeszcze okej, ale remis to nieporozumienie. Powiedziałam o tym Gusowi, a on powiedział tylko: "daj spokój...". Jak się o tym dowiedziałam to się przeraziłam i pomyślałam, co to jest za wynik!?

 

Cała rozmowa z Ewą Brodnicką w załączonym materiale wideo.