Finałowy rywal Polskiego Cukru - Anwil - jest wyjątkowy, bo zza miedzy. Wielkie derby Kujaw i Pomorza, bo tak reklamowana jest walka o tytuł, rozpalają wyobraźnię kibiców. Do kompletów w hali we Włocławku wszyscy przywykli, ale w Toruniu sporo większy obiekt także będzie trzeszczał w szwach. Miasto pokochało w ostatnich latach koszykówkę i klub, który budowany był konsekwentnie i z rozsądkiem. Teraz po raz drugi ma szansę walki o złoty medal.

 

Dwa lata temu ze Stelmetem Zielona Góra to się nie udało. Obecnie zespół jest jednak mocniejszy i jak burza przeszedł przez ćwierćfinał i półfinał odprawiając z kwitkiem King Szczecin i... Stelmet. Wyniki obu serii to 3-0.

 

"Patrzymy tylko na siebie. Tworzymy kolektyw i to przynosi efekty. To już prawie trzy lata, od kiedy nie gram w Anwilu, ale... to są derby" - podkreślił Diduszko, który w sezonie 2015/2016 bronił barw zespołu z Włocławka.

 

Po tamtym sezonie przeniósł się do Torunia i bez wątpienia nie żałuje tej decyzji. Stał się ważnym ogniwem zespołu, który w 2017 roku zdobył srebro, a rok temu brąz mistrzostw Polski.

 

"Rywalizacja jest na najwyższym poziomie, zarówno wśród kibiców, jak i na parkiecie. Poza tym to finał i każdy da z siebie sto procent. Samo to, że gramy o złoto, którego jeszcze nie mamy sprawia, że będziemy bić się do końca. A jak pokonać Anwil? Bronić szczelnie, rzucać celnie" - ocenił żartobliwie Diduszko.

 

Dodał, że lubi grać we włocławskiej hali. "Kibice są tam zmobilizowani i głośni, ale mnie to nie przeszkadza" - stwierdził.

 

Torunianie liczą jednak na wsparcie swoich fanów, którzy z roku na rok "uczą się" koszykówki i także potrafią już pokazać na trybunach pazur. Polski Cukier w rywalizacji finałowej do czterech zwycięstw ma przewagę parkietu. Pierwsze dwa spotkania zagra w czwartek i sobotę u siebie. Zespół Dejana Mihevca mógł spokojnie czekać na rywala w finale, bo Anwil stoczył z Arką aż pięć pojedynków, więc siły fizyczne, przynajmniej na początku serii, także powinny być po stronie torunian.

 

W konfrontacjach finalistów w trakcie sezonu zasadniczego wygrywali jednak goście. Polski Cukier w październiku zwyciężył we Włocławku 79:76, a w styczniu przegrał w Toruniu 80:89.

 

"Małymi krokami dążyliśmy do celu i tak będzie także w finale. Jeśli chodzi o Anwil – cała drużyna jest bardzo dobra. Chase Simon pokazał w ostatnim meczu z Arką, że potrafi pociągnąć ten zespół, gdy wszyscy zastanawiają się, jak poradzi sobie Ivan Almeida" - wskazał podkoszowy Damian Kulig.

 

On dołączył do zespołu w trakcie sezonu, ale stał się jego ważnym ogniwem. Widać po tym zawodniku, ze pograł trochę w koszykówkę za granicą. Bez problemu realizuje założenia taktyczne nakreślane przez Mihevca, potrafi bardzo mocno bronić, ale także zaskoczyć rywali

rzutem z dystansu.

 

"To będzie z pewnością ciekawa rywalizacja. Postaramy się wykorzystać wszystkie nasze atuty, a jeżeli gramy zespołowo, to możemy wygrać z każdym" - ocenił Kulig.

 

Ryszard Szczechowiak, dyrektor sportowy Polskiego Cukru, nie chce wdawać się w dywagacje nad siłą rywali. Podkreślił w rozmowie z PAP, że każdy zespół w sezonie ma różne zawirowania, ale widać po Anwilu, że przyszły one w porę, a obecnie to bardzo silna drużyna, znajdująca się w wysokiej dyspozycji.

 

"Mamy pierwszy raz w ostatnich latach zespół złożony z 10 równych zawodników. Dlatego gramy zespołowo, żeby wykorzystać ten cały potencjał. Każdy zawodnik wnosi u nas coś do gry i wyniku. Dla nas to wielka satysfakcja i radość, że udało się zbudować w Toruniu w ostatnich latach tak silny zespół. Po to ciężko pracujemy, żeby być jak najwyżej co roku" - podkreślił Szczechowiak.

 

WYNIKI I TERMINARZ ENERGA BASKET LIGI