Dziś rzeczywistość za oknem jest inna. Joshua to wielki przegrany, a na Ruiza Jr patrzymy trochę z niedowierzaniem. No bo jak to możliwe, że właśnie on pokonał Anglika? Dyskusje, kto jest teraz najlepszy w wadze ciężkiej nie milkną. Fury i Wilder są niepokonani, ale tylko jeden z nich jest mistrzem świata.

 

I nie jest nim Fury. Ten z kolei trzy lata temu pokonał ówczesnego króla wagi ciężkiej, Władimira Kliczkę, zabrał mu wszystkie (oprócz WBC) mistrzowskie pasy i został czempionem linearnym, czyli zdetronizował poprzedniego, prawdziwego króla. W bezpośrednim pojedynku z Wilderem leżał wprawdzie dwa razy na deskach, sędziowie orzekli remis, ale w zgodnej opinii ekspertów bliższy zwycięstwa był Tyson Fury.

 

Pytanie więc, kto teraz zasługuje na koronę, Fury czy Wilder, jest jak najbardziej zasadne. Fachowcy z "The Ring" w wewnętrznym głosowaniu postawili na „Króla Cyganów”, ale moim skromnym zdaniem w tym momencie bardziej zasługuje na nią Wilder.


Jakby nie było stoczył znakomity, zwycięski pojedynek z Kubańczykiem Luis Ortizem, w którym oprócz znanej wszystkim siły ciosu pokazał też siłę charakteru. A ostatnio zdmuchnął jak świeczkę Dominica Breazeale’a. Za tydzień Fury zmierzy się w Las Vegas z niepokonanym, dwumetrowym Niemcem, Tomem Schwarzem, i być może wygra równie szybko jak Wilder, ale myślę, że Breazeale, olimpijczyk z Londynu, jest jednak lepszym pięściarzem od Schwarza.


A gdzie w tym wszystkim miejsce dla Ruiza Jr, przecież to on ma teraz większość pasów, to on zdemolował Joshuę, rzucając go cztery razy na deski w nowojorskiej Madison Square Garden. Czy to nie Meksykanin powinien być teraz nowym królem wagi ciężkiej?


Pytanie logiczne, ale odpowiedź nie zadowoli każdego. Nawet jeśli Ruiz Jr wygra w rewanżu raz jeszcze z Joshuą, to Fury i Wilder zapewne dalej będą niepokonani i przed nim na tej liście. Musiałby dorwać jednego z nich i zrobić to, co z Joshuą.


Ale możliwy jest przecież inny scenariusz. Rewanż wygrywa Joshua i znów ma trzy mistrzowskie pasy. Ale na koronę to nie wystarczy, bo skazę z Nowego Jorku musiałby zmazać jeszcze zwycięstwem w starciu z Furym lub Wilderem, a najlepiej z jednym i drugim. A do tego czasu doczekamy się zapewne rewanżu niepokonanych, Tysona i Deontaya i wiele się może zmienić. Wcześniej jednak Wilder stoczy wspomniany wcześniej rewanż z Ortizem w Los Angeles, i tam też wszystko może się zdarzyć.


Tak ciekawej sytuacji w wadze ciężkiej nie mieliśmy od lat. My też mamy na co czekać, bo do elity głośno puka Adam Kownacki, który wcześniej czy później dostanie swoją szansę, a za jakiś czas wedrze się do niej stado młodych wilków, na czele z Chorwatem Filipem Hrgoviciem i Nigeryjczykiem Efe Ajagbą.


Ray Sugar Leonard, jeden z najwspanialszych mistrzów w historii boksu mówi, że po porażce z Roberto Duranem w 1980 roku był bliski przejścia na emeryturę. On, złoty medalista igrzysk w Montrealu, niepokonany mistrz wagi półśredniej przegrał z facetem, który przyszedł z wagi lekkiej. Ale w rewanżu górą był Leonard, nie popełnił już błędów z pierwszego pojedynku.


- Klęska albo cię czegoś nauczy i wzmocni, albo zrujnuje. Wszystko zależy od ciebie – powiedział kilka dni temu Ray Sugar Leonard w rozmowie z amerykańskim dziennikarzem, nawiązując również do sensacyjnej przegranej Joshuy z Ruizem w Nowym Jorku. Warto, by Anglik ten wywiad przeczytał.